NFL

poniedziałek, 29 lipca 2013

W składzie drużyny NFL może być 53 graczy (pomijamy tu skład treningowy i listę kontuzjowanych). Jeszcze w latach 80-tych kluby starały się utrzymać jak najwięcej jak najlepszych graczy. W efekcie zespoły z dużych miast z większym rynkiem reklamowym miały wyższe budżety i mogły więcej płacić swoim graczom. Jednak w 1994 r. w NFL wprowadzono limit płac (salary cap), który z jednej strony ma wyrównywać rywalizację w lidze, a z drugiej zapobiega niekontrolowanemu wzrostowi pensji zawodników, z którym obecnie mamy do czynienia w europejskiej piłce nożnej.

 

Czym jest salary cap?

W pewnym uproszczeniu to kwota, którą klub NFL może wydać na płace dla swoich zawodników. Kwota aktualizowana jest co roku i dla trwającego już roku ligowego (zaczął się 12 marca) wynosi 123 mln. $. W zeszłym roku było to nieco ponad 120 mln., a najwyższa w historii była w 2009 r., kiedy to wynosiła ok. 129 mln.

Salary cap nie jest ustalane arbitralnie. Algorytm jego wyliczania zapisany jest w zbiorowym układzie pracy (CBA), który liga wynegocjowała ze związkiem zawodowym graczy (NFLPA). Sam algorytm jest dość skomplikowany, ale w pewnym uproszczeniu limit płac to 47-48,5% wszystkich przychodów ligi. Innymi słowy liga dzieli się w ten sposób przychodami z graczami. Warto zauważyć, że ta niemal połowa przychodów to tylko pensje graczy. Z pozostałych 52% kluby muszą opłacić sztab szkoleniowy, pracowników, bieżące funkcjonowanie klubów, a i tak większość z nich jest w stanie wypracować zysk.

W przeciwieństwie do NBA, w NFL salary cap jest sztywne. Oznacza to, ze pod żadnym pozorem nie można go przekroczyć. Żaden kontrakt nie wejdzie w życie bez aprobaty biura ligi, a biuro odrzuca każdy kontrakt, który naruszyłby limit płac drużyny. Z drugiej strony gracze wywalczyli sobie klauzulę minimalnych wydatków. Oznacza to, że kluby nie mogą w tym sezonie wydać na płace więcej niż 123 mln., ale nie mogą też wydać mniej niż 109,5 mln. Chodzi o wyeliminowanie sytuacji, gdy klub, któremu idzie słabo zwalnia najdroższych weteranów w celu oszczędzenia środków.

 

Z czego składa się kontrakt zawodnika NFL?

Kiedy widzimy doniesienia o nowych kontraktach w lidze najczęściej czytamy, że ten i ten podpisał sześcioletni kontrakt na 48 mln. dolarów. Nie oznacza to jednak, że przez sześć najbliższych lat zawodnik ten będzie pożerał 8 mln. rocznie z salary cap.

Po pierwsze każdy zawodnik ma bazową pensję, taką jak każdy pracownik. Może być ona równa przez cały czas trwania kontraktu albo zmieniać się. Często kluby wolą podpisywać kontrakty, w których większość pieniędzy przesunięta jest na ostatnie lata kontraktu. Wówczas zwolnienie gracza, który się nie spisał, daje więcej oszczędności. Ponadto rosnące salary cap sprawia, że łatwiej pomieścić wyższą pensję w kolejnych latach, choć obecnie limit płac rośnie wolniej niż kiedyś i wiele klubów wpędziło się w pułapkę takim konstruowaniem umów. Pensja zawodnika obciąża salary cap w roku, w którym jest wypłacana.

Zawodnicy i ich agenci bronią się na dwa sposoby. Po pierwsze mogą próbować wynegocjować płacę gwarantowaną. Rzadko zdarza się, by całość kontraktu była gwarantowana. Częściej jest to jakiś procent, który, znów, może się różnić w kolejnych latach. Gwarantowana kwota jest wypłacana, niezależnie czy zawodnik jest w składzie, czy też został zwolniony. Umowa może być gwarantowana wobec umiejętności, kontuzji i/lub salary cap. Rzadko zdarza się, by w kontrakcie były wszystkie trzy gwarancje. W praktyce oznacza to, że jeśli gracz ma gwarancję od kontuzji, to jeśli klub zwalnia go w wyniku urazu, to zawodnik otrzymuje gwarantowaną część pensji tak czy inaczej. Jeśli jednak zostanie zwolniony, bo jest za słaby lub dlatego, ze nie mieści się w limicie płacowym, to gwarancje stają się nieważne.

Drugim sposobem jest bonus za podpisanie (signing bonus). Jest to kwota, która wypłacana jest od razu po podpisaniu kontraktu i zawodnik nie musi jej oddawać, nawet jeśli zostanie zwolniony następnego dnia. Signing bonus rozkłada się w limicie płacowym równo na wszystkie lata kontraktu lub na pięć lat, jeśli kontrakt jest dłuższy. Oznacza to, że przy 10 mln. bonusu i czteroletnim kontrakcie co roku obciąża on salary cap na 2,5 mln. Jeśli kontrakt byłby na sześć lat, to przez pięć lat bonus obciążałby limit płacowy na 2 mln., w szóstym roku nie obciążałby w ogóle. Jeśli jednak zawodnik zostanie zwolniony, oddany w wymianie miedzy drużynami lub przechodzi na emeryturę, to cały pozostały bonus obciąża salary cap jeszcze w tym samym roku. Wracając do naszego hipotetycznego przykładu 10 mln. rozłożonych na cztery lata: jeśli w drugim roku zawodnik zostaje zwolniony, to jego signing bonus obciąża limit płacowy drużyny kwotą 7,5 mln. w tym roku.

Ostatnim elementem kontraktu są bonusy za osiągnięcia. Mogą być uzależnione od osiągnięć gracza (np. udział w Pro Bowl) albo drużyny (np. awans do playoffów). Z punktu widzenia salary cap, dzielą się one na prawdopodobne (Likely To Be Earned – LTBE) i nieprawdopodobne (Not Likely To Be Earned – NLTBE). Ich rozróżnienie jest banalne. Jeśli zawodnik osiągnął ten cel w zeszłym sezonie, bonus jest prawdopodobny. Jeśli nie osiągnął, bonus jest nieprawdopodobny. Jeśli Adrian Peterson ma w kontrakcie bonus 500 tys. dolarów za 2 tys. przebiegniętych jardów w sezonie, to będzie LTBE. U każdego innego running backa w lidze będzie to NLTBE. Bonusy prawdopodobne wlicza się do limitu płac na takich samych zasadach jak pensję. Bonusy nieprawdopodobne nie są wliczane.

Co jednak, jeśli Peterson nie przebiegnie w tym sezonie 2 tys. jardów? Liga „odda” Vikings ich 500 tys. dolarów w postaci podniesienia salary cap w przyszłym sezonie. Jeśli jednak 2 tys. jardów przebiegnie Marshawn Lynch, to Seahawks będą mieli limit płac niższy o 500 tys. w przyszłym roku (zakładając, ze Lynch ma taką klauzulę w kontrakcie).

 

Czym są „martwe pieniądze” (dead money)?

Czasami możemy przeczytać, że zwolnienie jakiegoś gracza nie opłaca się drużynie, bo wywoła to „uderzenie w limit” (cap hit) i stworzy „martwe pieniądze”. Mówiąc najprościej są to pieniądze obciążające limit płacowy drużyny, choć zawodnika, który je zarobił (lub zarabia) nie ma już w składzie.

Ich źródłem są omawiane wcześniej kwoty gwarantowane oraz bonusy za podpisanie. Martwe pieniądze to nic innego jak „przyspieszone” bonusy oraz gwarantowane na ten rok pieniądze zwolnionych graczy. Obciążają one limit płacowy, de facto go obniżając.

Każdy klub w NFL ma jakieś „martwe pieniądze” w tegorocznym budżecie. Najwięcej Oakland Raiders, którzy wyrzucają w błoto aż 26,5 mln, czyli ponad 1/5 limitu. Najmniej Green Bay Packers, u których jest to jedynie nieco ponad 121 tys. Warto zauważyć, że choć ranking „martwych pieniędzy” nie oddaje wprost siły drużyny, to jednak na jego czele większość to najsłabsze ekipy, a w końcówce przeważają te najsilniejsze w ostatnich latach. Wynika to z tego, że „martwe pieniądze” są efektem nietrafionych decyzji personalno-biznesowych.

Ostateczny skład 53 graczy ustala generalny manager lub trener (zależy od klubu). Jak widać potrzebuje nie tylko znać się na futbolu, ale i pewnych talentów księgowych. Wymaga to nieraz niełatwych decyzji. Czasami zwolnienia zasłużonego gracza (Charles Woodson) czasami przetrzymywania zawodnika, którego wszyscy chcieliby się pozbyć (Mark Sanchez). Niemniej jednak kiedy czytacie o kontraktach pamiętajcie, że całościowa kwota i długość umowy to wcale nie są jej najważniejsze parametry.

czwartek, 27 czerwca 2013

Tegoroczny offseason jest wyjątkowo ciężki dla tych miłośników NFL, którzy tak jak ja kibicują New England Patriots i przyzwyczaili się, że od początku tego wieku drużyna prezentuje równy, bardzo wysoki poziom. Obrazki Aarona Hernandeza, który w środę wieczorem naszego czasu został wyprowadzony z własnego domu w kajdankach i natychmiast potem zwolniony przez klub stały się symboliczną kulminacją splotu fatalnych okoliczności i kontrowersyjnych decyzji.

Zaczęło się jeszcze pod koniec zeszłego sezonu. Rob Gronkowski, czołowy tight end ligi i jeden z ulubionych celów podań Toma Brady'ego, złamał lewą rękę pod koniec sezonu zasadniczego. Wrócił na chwilę w playoffach, by w jednej z pierwszych akcji złamać ją w tym samym miejscu. Od razu przeprowadzono operację, podczas której wstawiono mu w przedramię metalowe płytki i śruby, trzymające w kupie potrzaskaną kość. Standardowa procedura.

Tyle tylko, że u Gronkowskiego wdała się infekcja. I to tak uporczywa, że jej usunięcie wymagało aż trzech operacji, ostatniej w czerwcu. Dodatkowo, także w czerwcu, operacyjnie poprawiono mu  uszkodzony dysk w kręgosłupie. Podobno nic groźnego, ale Gronkowski miał już podobną operację podczas gry na uczelni, tyle że na innym kręgu. Patriots zapewniają, że "Gronk" wróci może nawet na obóz przedsezonowy, ale tak naprawdę nie wiadomo czy po pięciu operacjach w ciągu dziewięciu miesięcy zdoła się wykurować choćby na pierwszą kolejkę ligowego sezonu. A jeśli nawet, to przez pierwszych kilka tygodni nie będzie tym dominującym zawodnikiem, którego pamiętamy z poprzednich lat.

 

Idźmy dalej. Patriots zwolnili WR Brandona Lloyda (w zeszłym roku złapał 74 piłki na 911 jardów)  i nie przedłużyli kontraktu z jednym z filarów ofensywy WR Wesem Welkerem (118 złapanych, 1354 jardy), który przeniósł się do Denver oraz Dannym Woodheadem (40 złapanych, 446 jardów), który przeszedł do San Diego. W miejsce Welkera z St. Louis przyszedł Danny Amendola, który ma być młodszym i tańszym Wesem Welkerem, ale do tego poziomu chyba jeszcze trochę mu brakuje.

W efekcie Amendola jest najlepszym wide reciverem w obecnej ekipie Patriots, a numerem dwa jest... Julien Edelman. Gracz bardzo pożyteczny i wszechstronny, ale raczej jako facet od czarnej roboty, "trick plays" i gry w special teams. Obaj ci gracze w sumie mieli mniej jardów w zeszłym roku niż sam Brandon Lloyd. Ich zmiennikami będzie dwóch debiutantów, którzy są kompletną niewiadomą oraz dwóch weteranów, którzy w Nowej Anglii będą próbowali wskrzesić swoje zamierające kariery. Księgowi są zachwyceni niskokosztowym składem, kibice przerażeni niepewnymi perspektywami.

I wreszcie przyszło trzęsienie ziemi. Aaron Hernandez został aresztowany i oskarżony o morderstwo pierwszego stopnia, czyli zaplanowane i wykonane z premedytacją. Jeśli zostanie skazany za to przestępstwo, grozi mu dożywocie lub nawet kara śmierci. Tutaj możecie przeczytać o szczegółach sprawy. Hernandez już wcześniej miał pozaboiskowe problemy, w drafcie cztery lata temu został wybrany dopiero w czwartej rundzie ze względu na oblanie testu antydopingowego na uczelni (wykryto marihuanę w jego organizmie) oraz trzymanie się w "nieodpowiednim towarzystwie". Ale czegoś takiego nikt się nie spodziewał. Klub zwolnił go półtorej godziny po aresztowaniu.

Hernandez był niezwykle ważnym graczem w ofensywie Patriots. Nominalny tight end, częściej jednak funkcjonował jako wide reciver czy nawet running back (tutaj przeczytacie o różnicach między tymi pozycjami). Jego waga dla Patriots wynikała nie tylko z ilości złapanych podań, ale przede wszystkim z tego, że sama jego obecność na boisku wprowadzała zamieszanie w szeregach obrony rywali, którzy nie wiedzieli w jakiej roli zaraz zobaczą Hernandeza.

 

W efekcie Tom Brady praktycznie nie ma do kogo podawać. Jeśli Gronkowski nie zdoła się wykurować, w składzie Patriots zabraknie pięciu graczy, którzy złapali w zeszłym sezonie najwięcej podań i odpowiadali w sumie za ponad 85% jardów podaniowych. Trener Brian Billick, który w 2000 r. zdobył mistrzostwo z Baltimore Ravens powiedział, że jeśli Brady z tak słabym korpusem reciverów będzie miał podobne statystyki jak w zeszłym roku, to powinien zostać wzięty do Galerii Sław od razu, choć normalnie ten zaszczyt spotyka graczy najwcześniej pięć lat po zakończeniu kariery.

Na szczęście nie wszystko jest tak mroczne. Odrodzona w zeszłym roku gra biegowa może wziąć na siebie większy ciężar, zwłaszcza że została cała linia ofensywna z zeszłego roku, wzmocnieniu uległ też korpus running backów. Także defensywa, która już w zeszłym roku miała przebłyski, w tym roku ma szansę wreszcie stać się wsparciem dla ofensywy, a nie słabością, którą trzeba maskować.

 

Jeśli Gronkowski się nie wykuruje, Patriots praktycznie nie mają tight enda. Reszta graczy z tej pozycji w składzie ekipy z Massachusetts przez całą swoją karierę w NFL złapała w sumie mniej podań niż sam Gronkowski w 11 meczach zeszłego sezonu. Wide reciverzy są mocno niepewni, a każda kontuzja w tej grupie będzie katastrofą. Jasne, można postawić na grę biegową, ale jeśli ma się w składzie Toma Brady'ego przypomina to odstawienie bolidu Formuły 1 na rzecz Volkswagena.

Cała nadzieja w tym, że Patriots nie mają dużej konkurencji w swojej dywizji i nawet po tych wszystkich wstrząsach wciąż pozostają faworytami do jej wygrania. A w playoffach będzie już (miejmy nadzieję) zdrowy Gronkowski oraz okrzepnięty (miejmy nadzieję) korpus wide reciverów. Ale kto ma mieć nadzieję, jeśli nie kibice?

niedziela, 28 kwietnia 2013

W drafcie, który trwał od czwartku do soboty drużyny NFL "rezerwowały" sobie najbardziej uzdolnionych graczy, którzy skończyli grę na uczelni. Napisanie kompetentnej analizy wymaga znacznie większej wiedzy na temat akademickiego footballu amerykańskiego niż ta, którą posiadam, więc nie będę się wymądrzał. Poniżej kilka moich spostrzeżeń po tych trzech dniach.

 

1. Tegoroczny draft był pierwszym od dłuższego czasu, kiedy nie znaliśmy numeru 1. Było kilku poważnych kandydatów, ostatecznie Kansas City Chiefs wybrali LT z Central Michigan, Erica Fishera, choć wiele wskazywało, że faworytem jest Luke Jockel, który grał na tej samej pozycji w Texas A&M. Ostatecznie Jockela z dwójką wzięli Jacksonville Jaguars.

 

2. W drafcie brakowało graczy, którzy byliby uważani za "zbawców" drużyny, za których w zeszłym roku uchodzili np. Andrew Luck czy RG3. Zamiast tego drużyny dobierały graczy, którzy nie będą gwiazdami, ale zapełniają bardzo istotne luki w składach. Z pierwszych 14 graczy wybranych w tegorocznym drafcie aż 11 to zawodnicy linii defensywnej lub ofensywnej. W pierwszej rundzie poszło zaledwie pięciu graczy ofensywy nie będących ofensywnymi liniowymi, najmniej odkąd w1967 r. NFL i AFL postanowiły przeprowadzić pierwszy wspólny draft (w 1970 r. te dwie ligi połączyły się w dzisiejszą NFL). Po raz pierwszy w historii w pierwszej rundzie nie wzięto żadnego ruinning backa, co dobitnie świadczy o malejącej roli ofensywy biegowej.

 

3. Tegoroczni quarterbackowie nie zyskali uznania w oczach trenerów i generalnych managerów w NFL. Po raz pierwszy od 2008 r. i dopiero trzeci raz w tym stuleciu rozgrywający nie został wybrany z pierwszym numerem draftu. Jedynym, który został wybrany w pierwszej rundzie był niespodziewanie E.J. Manuel, który z numerem 16 trafił do Bufflo Bills. Uznawany za największy talent z tegoroczny quarterbacków, Geno Smmith, dopiero na początku drugiej rundy trafił do burdelu na kółkach znanego jako New York Jets. Matt Barkley, który jeszcze w zeszłym roku uważany był za talent na miarę numeru 1, teraz dopiero w czwartej rundzie został wybrany przez Philadelphia Eagles. Tampa Bay Buccaneers w trzeciej rundzie wzięli Mike'a Glennona, tym samym wywierając presję na spisującego się dotąd poniżej oczekiwań Josha Freemana. Landry Jones, który przez cztery lata kierował ofensywą Oklahomy, będzie zmiennikiem Bena Roethlisbergera w Pittsburghu, a Ryan Nassib powalczy o miano quarterbacka nr 2 za Eli Manningiem w New York Giants.

 

4. W dniu draftu tradycyjnie mieliśmy do czynienia z całą masą transferów. Dokładne zestawienie tutaj, ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na kilka transakcji. Przede wszystkim Miami Dolphins zaskoczyli wszystkich, przesuwając sie na trzecie miejsce w pierwszej rundzie. W zamian oddali do Oakland Raiders swoje wybory w pierwszej (#12) i drugiej (#42) rundzie draftu. Z trójką wzięli specjalistę od atakowania quarterbacków, DE Diona Jordana. Z kolei St. Louis Rams oddali do Bufflo cztery wybory w drafcie w zamian za wybór z trzeciej rundy oraz wybór numer 8. Wzięli WR Tavona Austina, z nadzieją, że Sam Bradford wreszcie będzie miał do kogo podawać. Trzecią ciekawą transakcję zawarli New England Patriots, którzy wycofali się w ogóle z pierwszej rundy, w zamian dostając od Vikings aż cztery wybory w drafcie. Warto jednak zauważyć, że w ten sposób odzyskali jedynie to, co stracili na nieudanych transferach Chada Ochocinco i Alberta Hayneswortha oraz udanym pozyskaniu Aquiba Taliba.

 

5. Patriots po raz pierwszy od dawna nie mieli w drafcie jakiś palących potrzeb. Wzięli dwóch WR-ów, którzy mają wreszcie dać Tomowi Brady'emu jakieś sensowne cele przy linii bocznej, Jamiego Cillinsa, który ma być partnerem na zewnątrz linii defensywnej dla Chandlera Jonesa oraz duet z uczelni Rutgers do secondary. Do tego dwóch zawodników w siódmej rundzie, którzy również wesprą pierwszą i drugą linię obrony, o ile wywalczą sobie miejsce w drużynie na campie przedsezonowym.

 

6. Znacznie ciekawiej było w Green Bay Packers. Drużyna z Wisconsin potrzebowała desperacko wsparcia w grze biegowej, linii ofensywnej i obrony przeciwko grze biegowej.  Ostatecznie wzięli DE Datone Jonesa, dwóch ofensywnych liniowych i dwóch running backów. Jednym z nich jest Eddie Lacy z Alabamy, który jeśli tylko będzie zdrowy, będzie silnym, fizycznym running backiem, nie stroniącym od kontaktu, idealnym w sytuacjach, gdy trzeba zdobyć kilka brakujących jardów. Wzięty później Johnathan Franklin to gracz innego typu, biegający mniej siłowo, a bardziej na zwrotności i szybkości. W dalszych rundach Packers wzięli dwóch linebackerów, dwóch WR-ów, cornerbacka i jeszcze jednego DE, ale o tym czy ci gracze będą coś warci przekonamy się dopiero po obozie przedsezonowym.

 

Zapraszam do polubienia strony facebookowej bloga, gdzie czasami wrzucam interesujące linki lub informacje za krótkie, żeby pisać osobną notkę na blogu.

 

ZOBACZ TEŻ:

Droga do NFL. Część 1: szkoła i uniwersytet

Droga do NFL. Część druga: Przed draftem

Droga do NFL. Część trzecia: Draft i walka o miejsce w składzie

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

W nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu New Yor Jets ostatecznie porozumieli się z Tampa Bay Buccaneers w sprawie transferu cornerbacka Darelle’a Revisa. Revis przechodzi na Florydę, gdzie podpisał nowy, sześcioletni kontrakt na sumę 96 mln. dolarów, co czyni go najlepiej opłacanym defensive backiem w historii. Jets dostali w zamian 13. numer w drafcie, który rozpocznie się w czwartek oraz wybór w czwartej rundzie w przyszłorocznym drafcie, który stanie się wyborem z trzeciej rundy, jeśli Revis będzie w składzie swojego nowego klubu trzeciego dnia sezonu zasadniczego.

Tampa Bay to ekipa, która za wszelką cenę chce nawiązać do wspaniałych sukcesów ekipy z przełomu wieków, kiedy to pod wodzą Jona Grudena słynęli z najlepszej obrony ligi, która doprowadziła ich do zwycięstwa w Super Bowl XXXVII dziesięć lat temu. W osobie Revisa zyskują gracza uznawanego za najlepszego w lidze specjalistę od odcinania od podań wide reciverów. Podejmują jednak pewne ryzyko, bo Revis stracił niemal cały poprzedni sezon z powodu kontuzji kolana. Co ciekawe, jego nowy kontrakt nie obejmuje żadnych gwarantowanych pieniędzy, czyli w razie gdyby się nie sprawdził, Buccaneers mogą go zwolnić praktycznie bez konsekwencji, nie licząc zmarnowanych dwóch wyborów w drafcie.

Z kolei dla New York Jets pozbycie się Revisa oznacza całkowite spisanie sezonu na straty. John Idzik, nowy generalny manager, czyści cierpliwie skład z przepłacanych gwiazd i chce budować zespół od nowa. W jego koncepcji nie było miejsca dla zarabiającego ogromne pieniądze Revisa, który był ostatnim graczem Jets, który należał do ligowej elity. Za rok kończył mu się kontrakt, więc Idzik wyciągnął z niego najwięcej ile mógł. Obecnie Jets maja dwa wybory w pierwszej 13-tce draftu i mogą budować drużyną od nowa. Ich celem jest włączenie się do walki od przyszłego sezonu, kiedy to wygaśnie wreszcie horrendalny kontrakt Marka Sancheza. W tym będą najprawdopodobniej chcieli ograć młodych graczy.

Ciekawe jak na takie działania zapatruje się trener Rex Ryan, którego pozycja w klubie po kilku nieudanych sezonach mocno osłabła. Już w listopadzie przepowiadałem jego zwolnienie, kiedy w fatalnym stylu przegrał u siebie z Patriots, jednak z niezrozumiałych dla mnie względów utrzymał posadę. Decyzje Idzika na pewno są mu nie na rękę w sytuacji, kiedy musi udowodnić kolejnymi zwycięstwami, że zasługuje na tę robotę.

wtorek, 02 kwietnia 2013

Do draftu jeszcze dwa tygodnie, więc ruch w interesie wciąż trwa. Co prawda nie ma już na rynku tych największych nazwisk, ale bardzo ciekawie jest wśród rezerwowych quarterbacków. Ci goście mają wyjątkowo niewdzięczną robotę. Bardzo rzadko wychodzą na boisko, ale kiedy podstawowy rozgrywający nabawia się urazy, są graczami od których często zależą losy całego sezonu. Czasami wykorzystują swoją szansę i stają się gwiazdami (vide Kurt Warner czy Tom Brady) ale znacznie częściej pokazują, że po prostu nie są wystarczająco dobrzy na ten poziom. To dlatego dobry zmiennik to kluczowa postać, zwłaszcza dla drużyn, które mają quarterbacków dużo biegających z piłką lub podatnych na kontuzje (patrz San Francisco 49ers czy Philadelphia Eagles).

Ruchy w tym temacie zaczęły się jeszcze nim oficjalnie można było kontraktować nowych graczy, gdy Kansas City Chiefs ściągnęli niemałym kosztem Alexa Smitha, rezerwowego quarterbacka 49ers. Jednak większość rozgrywających niższej klasy zaczęło zmieniać pracodawców w okolicach Wielkanocy.

Arizona Cardinals, którzy ze względu na brak quarterbacka zawalili poprzedni sezon, zwolnili obu zawodników, którzy usiłowali grać na tej pozycji. Kevin Kolb znalazł już angaż w Bufflo Bills, gdzie spróbuje wskrzesić swoją karierę, John Skelton jest dalej bez pracy. Bills zwolnili swojego dotychczasowego pierwszego rozgrywającego Ryana Fitzpatricka, który znalazł pracę w Tennessee Titans, gdzie będzie zmiennikiem Jake’a Lockera. Z kolei Cardinals rozmawiają z Oakland Raiders na temat pozyskania Carsona Palmera, a w składzie mają jeszcze Brandona Hoyera, który w CV ma bycie zmiennikiem Toma Brady’ego i Bena Roethlisbergera.

W Raiders zmieniło się kierownictwo i sztab trenerski. W związku z przebudową klubu musiał wylecieć Palmer, który nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei i zainwestowanych środków (dwa wybory w drafcie oddane Bengals), a pobierał królewską pensję. Na razie Raiders usiłują coś za niego uzyskać, ale jeśli im się nie uda po prostu go zwolnią. Na jego miejsce ściągnęli już Matta Flynna, za którego oddali do Seattle wybór w piątej rundzie przyszłorocznego draftu i warunkowy wybór w drafcie 2015.

Flynn to w ogóle ciekawy przypadek. Ma za sobą kilka lat jako zmiennik Aarona Rodgersa w Packers i zaledwie dwa mecze w pierwszym składzie, ale w jednym z nich pobił rekordy klubu w ilości jardów i podań na TD w jednym meczu. Wobec braku klasowych rozgrywających w lidze był jednym z najbardziej rozchwytywanych wolnych agentów w zeszłym roku. Ostatecznie podpisał kontrakt w Seattle, gdzie miał być pierwszym rozgrywającym, ale niespodziewanie został wygryziony przez debiutanta, Russela Wilsona.

Jednak to nie koniec. Cleveland Browns ściągnęli Jasona Campbella, rezerwowego qurterbacka Chicago Bears, który ma powalczyć o miejsce w pierwszym składzie z Brandonem Weedenem. Zaś za wybory w piątej i siódmej rundzie tegorocznego draftu wysłali do San Francisco Colta McCoya i wybór w szóstej rundzie. McCoy, gwiazda uczelni Texas, nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei i teraz będzie zmiennikiem Colina Kaepernicka.

Quarterback to pozycja na tyle kluczowa, że drużyny NFL są skłonne dużo wydać i zaryzykować, byle tylko znaleźć tego właściwego. Co jednak znamienne, przynajmniej kilkanaście drużyn z różnych przyczyn wciąż nie wie, czy ich najlepszy quarterback faktycznie jest tym właściwym.

czwartek, 21 marca 2013

Zgromadzenie właścicieli klubów NFL, które jest odpowiednikiem zgromadzenia wspólników ligi, przyjęło trzy zmiany w przepisach. Jedna z nich to po prostu poprawienie luki w przepisach, dwie mogą znacząco wpłynąć na przebieg gry.

Największe kontrowersje wzbudził przepis, który zabrania graczom ataku i obrony atakowania przeciwnika czubkiem kasku poza „tackle box” czy przestrzenią, która rozciąga się między skrajnymi graczami linii ofensywnej oraz trzy jardy przed linią wznowienia akcji i aż do pola punktowego drużyny ofensywnej. Na poniższym rysunku postarałem się zaznaczyć tackle box czerwonymi liniami.

 

O ile sam przepis nie budzi większych kontrowersji, bo atakowanie szczytem hełmu faktycznie jest niebezpieczne, to wielu komentatorów ma wątpliwości co do jego praktycznego zastosowania.

Przede wszystkim granice tackle box wcale nie są tak oczywiste jak na rysunku. Linia ofensywna się przecież porusza. Dodatkowo nowy przepis mówi, że żeby zagranie było przewinieniem, obaj zawodnicy muszą znajdować się wyraźnie poza tackle box. Po drugie kiedy na stosunkowo drobnego runing backa pędzi 120-kilogramowy linebacker, opuszczenie głowy to często jedyna szansa, żeby uchronić się przed nokautem i poważną kontuzją. A przepis mówi, że karalne są tylko sytuacje, kiedy gracz umyślnie zaatakuje przeciwnika kaskiem. I teraz te wszystkie czynniki musi wziąć pod uwagę sędzia, który musi wydać decyzję w ułamku sekundy.

Moim zdaniem przepis jest niepotrzebny, bo ewidentne ataki kaskiem można było karać z paragrafu za „niepotrzebną brutalność”. Niestety spodziewam się, że w preseason i pierwszych meczach sezonu zasadniczego będziemy świadkami „docierania się” sędziów i zawodników. Dopiero potem ustali się powszechna wykładnia i gracze oraz sędziowie będą wiedzieli co im wolno, a czego nie.

 

Drugą istotną zmianą, ale nie budzącą takich kontrowersji, jest usunięcie z przepisu „Tuck Rule”. Od 1999 r. jeśli rozgrywający wykonał ruch ręką do przodu jakby chciał wykonać podanie (np. zwód), a następnie cofnął piłkę do siebie (tuck) traktowane było to jak ruch zmierzający do podania i wybicie piłki przez obronę traktowane było jak nieudane podanie, a nie jak fumble. Teraz reguła ulegnie uproszczeniu. Jeśli ramię rozgrywającego będzie szło do przodu ruchem zmierzającym do podania, gdy wybiją mu piłkę, mamy nieudane podanie. W innym wypadku będzie to fumble.

Najsłynniejszym przypadkiem zastosowania tej reguły były play-offy w sezonie 2001, gdy w meczu New England Patriots – Oakland Riders Charles Woodson, wtedy gracz Riders, wybił piłkę Tomowi Brady’emu. Wydawało się, że Patriots stracili piłkę i przegrali mecz, ale sędziowie po obejrzeniu powtórek zastosowali „Tuck Rule”. Patriots wygrali, zdobyli pierwszy tytuł mistrzowski, a  Tom Brady zrobił pierwszy krok na drodze do wielkości. Gdyby nie „Tuck Rule” historia NFL mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Jednak nawet jako kibic Patriots przyznaję, że przepis ten był bez sensu.

 

Trzecia zmiana zasad to naprawienie ewidentnej bzdury. Otóż w NFL pewne sytuacje (takie jak strata czy zdobycie punktów) są automatycznie sprawdzane na powtórkach czy wszystko było w porządku. W tych sytuacjach trener nie może rzucić czerwonej flagi oznaczającej prośbę o sprawdzenie akcji na powtórce. W zeszłym sezonie jeśli się to zdarzyło, drużyna traciła 15 jardów kary za niesportowe zachowanie, a akcja nie podlegała już sprawdzeniu na powtórce. Boleśnie przekonał się o tym trener Detroit Lions Jim Schwartz w meczu w Święto Dziękczynienia przeciwko Houston Texans.

Od nowego sezonu w takiej sytuacji rener straci przerwę na żądanie, a jeśli nie ma przerw na żądanie jego drużyna dostanie 15 jardów kary, niemniej jednak akcja będzie podlegała sprawdzeniu na powtórce.

wtorek, 19 marca 2013

Za oceanem trwa szaleństwo zakupowe związane z początkiem free agency, a u mnie na blogu cisza. Niestety ten ciekawy okres zbiegł się z moim wyjazdem za granicę, kiedy nie miałem czasu pisać, ale śledziłem wszystko na bieżąco.

W tym roku wiele drużyn jest bardzo aktywnych w podpisywaniu kontraktów z wolnymi agentami, ale brak graczy, którzy rozbiliby bank, jak rok temu Mario Williams. Powód jest prosty. Salary Cap nie wzrasta, co oznacza, że kluby nie dysponują po prostu taką kasą. Do tego zgodnie z nowym CBA debiutanci opłacani są znacznie słabiej niż kilka lat temu, co oznacza, że często bardziej opłaca się zaryzykować w drafcie, niż wyrzucać pieniądze na średniej klasy weterana. Wielu dobrych graczy dostało w tym roku niższe kontrakty niż te, które proponowano im w zeszłym roku (Wes Welker, Greg Jennings). Inni podpisują krótkie kontrakty, licząc, że rynek poprawi się na tyle, by zasłużyli na tłustą, wieloletnią umowę (Welker czy Aqib Talib).

 

Do ciekawych ruchów doszło jeszcze przed rozpoczęciem free agency. Baltimore Ravens, którzy znacznie przekraczają salary cap, a do tego uczynili Joego Flacco najlepiej opłacanym zawodnikiem w historii ligi, wyczyścili budżet płacowy, oddając Anquana Boldina do San Francisco 49ers za wybór w szóstej rundzie draftu. Wymiana między dwoma finalistami tegorocznego Super Bowl świadczy o desperacji w obozie Ravens. Boldin to świetny reciver i szanse na zastąpienie go kimś z szóstej rundy są minimalne.

Zbroją się również rywale 49ers z dywizji, czyli Seattle Seahawks. Oni z kolei podebrali Minnesocie ich najgroźniejszą broń w grze podaniowej, czyli wszechstronnego recivera Percy’ego Harvina. Oddali za niego co prawda wybór w pierwszej rundzie draftu, ale Harvin powinien stworzyć niezwykle groźny duet z Russelem Wilsonem.

Teraz przejdźmy do najciekawszych transakcji na rynku free agents.

 

Po restrukturyzacji kontraktu Toma Brady’ego wydawało się, że przedłużenie kontraktu jego przyjaciela i ulubionego recivera Wesa Welkera jest tylko kwestią czasu. Jednak Welkerowi zaproponowano jedynie dwuletni kontrakt na 10 mln dolarów. Wybrał więc Paytona Manninga i Denver Broncos, gdzie za dwa lata dostanie 12 mln, co i tak jest okazyjną ceną za gracza tej klasy. Plotki głoszą, że Brady nie był zbyt szczęśliwy, ale oficjalnie się nie wypowiedział, natomiast Robert Craft, właściciel Patriots na sugestie, że rozzłościł swoją największą gwiazdę stwierdził ostro: „Nie odpowiadam przed Tomem Bradym”.

W miejsce Welkera sprowadzono z St. Louis Rams Danny’ego Ammendolę, który jest graczem bardzo podobnym do Wesa Welkera w sposobie gry i warunkach fizycznych, tylko sporo młodszym. Ta zmiana pozwoli nam odpowiedzieć na pytanie ile ze znakomitych statystyk Welkera to system i Tom Brady, a ile jego klasa. Jako kibic Pats wolałbym jednak nie przeprowadzać takiej operacji bez znieczulenia.

Jeśli już przy Pats jesteśmy, to dokonali oni sporych zmian w składzie. Zwolniony został Brandon Lloyd, który miał niezłe statystyki w zeszłym roku, ale nie spełnił do końca pokładanych w nim nadziei. Jego miejsce zajmie kolejny względnie młody reciver, Donald Jones, który poprzednie trzy lata spędził w Bufflo. Zmiany czekają także obronę. Patrick Chung podpisał kontrakt w Philadelphii, ale nikt po nim płakać nie będzie. W jego miejsce sprowadzono doświadczonego Adriana Wilsona z Arizony. Roczny kontrakt zdecydował się podpisać Aqib Talib, który powinien być najlepszym cornerbackiem Patriots w nadchodzącym sezonie. Dla kibiców sporym ciosem była decyzja wszechstronnego RB Danny’ego Woodheada, który postanowił przenieść się do San Diego.

 

Królami offseason ogłoszono Miami Dolphins. Klub z Florydy miał sporo wolnych pieniędzy i nie bał się zainwestować. Delfiny bardzo wzmocniły korpus reciverów, zatrudniając utalentowanego, ale trudnego Mike’a Wallace’a z Pittsburgha i Brandona Gibsona z St. Louis. Wesprze ich TE Dustin Keller, który jest graczem utalentowanym, ale kompletnie niewykorzystywanym w New York Jets.

Nowi zawodnicy pojawią się także w korpusie linebackerów, choć brak w nim wielkich nazwisk formatu Wallace’a. Na środku obrony pojawi się Dannell Ellerbie, szykowany w Baltimore na następcę Raya Lewisa, ale Ravens nie byli w stanie przelicytować Dolphins. U jego boku stanie Philip Wheeler, który w zeszłym sezonie był jednym z nielicznych jasnych punktów w Oakland.

Po stronie strat Miami musi zapisać Reggiego Busha. Wszechstronny RB nigdy nie osiągną w NFL sukcesu na miarę swojej gwiazdorskiej kariery na uczelni USC. Kibice pamiętają go głównie z romansu z celebrytką Kim Kardashian i skandalu, w efekcie którego odebrano mu Nagrodę Heismanna (pierwszy i jak na razie ostatni taki przypadek) za naruszenie regulaminu NCAA podczas gry na USC. Mimo to wciąż pozostaje groźnym zawodnikiem, a przynajmniej taką nadzieję mają Detroit Lions, którzy zakontraktowali go w nadziei na reanimację swojej nie istniejącej w zeszłym sezonie gry biegowej.

Z kolei do St. Louis odszedł LT Jake Long, pierwszy numer draftu z 2008 r. Początkowo był opoką linii ofensywnej Miami, ale ostatnie dwa lata to pasmo urazów i o niego Dolphins również specjalnie nie walczyli.

 

Inne ciekawe transfery w kolejności alfabetycznej:

Cliff Avril – solidny defensive end z Lions przeniósł się do Seattle. Wielce prawdopodobne, że NFC West będzie miała dwie najlepsze defensywy nadchodzącego sezonu.

Tony Gonzalez – jeden z najlepszych tight endów w historii postanowił wrócić do Atlanty na swój 17 już sezon w lidze. Co ciekawe dopiero w zeszłym roku po raz pierwszy posmakował zwycięstwa w play-off.

Steven Jackson – po ośmiu z rzędu 1000-jardowych sezonach w St. Louis czołowy running back ligi ma dodać nowy wymiar do dynamicznej ofensywy w Atlancie.

Greg Jennings – Green Bay ma na tyle rozbudowany korpus reciverów, że mogli pozwolić odejść znakomitemu, ale podatnemu na kontuzje Jenningsowi. Stanie się on celem nr 1 dla Chrisa Pondera w Minnesocie.

Paul Kruger – kolejna ofiara ciasnego budżetu płacowego w Baltimore. Linebacker przeniósł się do Cleveland, gdzie całkowicie nowa ekipa właścicielsko-trenersko-managerska spróbuje odbudować ten zasłużony klub.

Dominique Rodgers-Cromartie – solidny cornerback zalicza trzeci klub w ciągu 5-letniej kariery. Tym razem ma pomóc Paytonowi Manningowi w Denver w zdobyciu drugiego pierścienia mistrzowskiego.

sobota, 09 marca 2013

W pierwszej części opisałem, jak w USA wyławia się talenty i robi z nich gwiazdy uniwersyteckiego footballu. Teraz zajmiemy się tą częścią pomiędzy grą na uczelni, a dniem draftu.

 

Kiedy odejść z uczelni

Wbrew pozorom jest to fundamentalne pytanie, które może drastycznie wpłynąć na pozycję młodego zawodnika w drafcie.

Każdy student może występować w NCAA przez cztery sezony. Doliczając do tego opcjonalny redshirt (jeśli nie wiesz co to jest, zajrzyj do pierwszej części) mamy maksymalnie pięć lat, które można spędzić w uczelnianej drużynie. Wszyscy seniorzy, czyli gracze, którzy ukończyli swój czwarty normalny rok automatycznie kwalifikują się do udziału w drafcie.

Jednak przepisy NFL mówią, że do draftu może przystąpić każdy zawodnik, który ukończył szkołę średnią trzy lata wcześniej. To oznacza, że do NFL mogą trafić już juniorzy (po trzech normalnych latach w drużynie) albo nawet redshirt sophmore (dwa normalne lata plus rok redshirt). W tym roku drużyny NFL będą mogły wybrać Tyranna Mathieu, który po roku redshirtu zagrał jeden sezon w LSU, a w zeszłym roku był zawieszony.

W przypadku graczy nie będących seniorami decyzję o zgłoszeniu się do draftu podejmują sami zawodnicy. Jest to decyzja strategiczna, która może zaważyć na całym przebiegu kariery. Przede wszystkim nie warto zgłaszać się za wcześnie. Po pierwsze niewielu 21-letnich zawodników może sprostać fizycznie trudom starć z gigantami z NFL. Ponadto warto powalczyć o jak najwyższą pozycję w drafcie. Daje to lepszą pensję w debiutanckim kontrakcie, a jeśli coś pójdzie nie tak, drużyny są bardziej skłonne dać drugą szansę graczowi wybranemu w pierwszej rundzie niż temu z siódmej. Oczywiście wyższe pozycje w drafcie mają ci gracze, którzy wyróżnili się na uczelni, a także uważani są za dojrzałych i gotowych do rywalizacji na wyższym poziomie.

Z drugiej strony nie zawsze opłaca się wykorzystywać przysługujące cztery lata gry. Jeśli zawodnik ma już ustabilizowaną, wysoką pozycję, to najczęściej zgłasza się do draftu. Minimalizuje w ten sposób prawdopodobieństwo kontuzji w kolejnym sezonie, która może mocno osłabić jego szanse na wybór z wysokim numerem. Z drugiej strony wiele gwiazd uniwersyteckich przed swoim ostatnim sezonem może niewiele zyskać, a  dużo stracić. Znamienny jest przypadek quarterbacka USC Matta Barkleya, którego przed sezonem 2012 uważano za głównego kandydata do numeru 1 w drafcie 2013. Barkley postanowił nie brać udziału w drafcie 2012 najeżonym świetnymi rozgrywającymi, a zamiast tego wrócić na ostatni rok na uczelnię. Słabszy sezon sprawił, że jego pozycja na rynku mocno spadła i nie jest wcale pewne, czy zostanie wybrany w pierwszej rundzie.

Większość najlepszych zawodników skłonna jest do zgłaszania się do draftu po swoim trzecim sezonie. Wyjątkiem jest linia ofensywna, gdzie z nieznanych mi przyczyn większość zawodników kończy swoje uniwersyteckie kariery po wykorzystaniu wszystkich dostępnych sezonów.

Na decyzje graczy mogą mieć też wpływ finanse. Choć żaden z najlepszych uniwersyteckich footballistów głodny nie chodzi, to jednak pieniądze, które w NFL płaci się nawet debiutantom, przyprawiają o zawrót głowy (minimum 390 000 dolarów za sezon, czyli jakieś trzydzieści średnich pensji w Polsce). Z drugiej strony na uczelni są bogami, w NFL muszą mozolnie wyrabiać sobie pozycję od dna swoistej "drabiny społecznej".

 

Proces ewaluacji

To trudne słowo oznacza po prostu ocenę potencjalnych kandydatów do draftu. Kiedy kończy się sezon w NFL, gracze jadą wygrzewać się na Karaiby, wędkować na Alasce czy przepuszczać fortunę w Vegas. Tymczasem dla trenerów i całego pionu podlegającego Generalnemu Managerowi (GM) nastaje cza wytężonej pracy. GM i jego ludzie odpowiadają ogólnie mówiąc za dobór pracowników klubu, w tym graczy. Oczywiście współpracuje z nimi sztab trenerski, ale tak naprawdę podział obowiązków między sztab trenera i skautów GMa zależy od klubu i osobowości dwóch najważniejszych ludzi w drużynie.

Przez cały sezon skauci selekcjonują grupę graczy, którymi klub może być zainteresowany. Z reguły jest to bardzo szeroka lista, która stopniowo się zawęża, choć większość klubów stara się wiedzieć coś o każdym graczu przystępującym do draftu.

Kiedy kończy się sezon, trenerzy i zespół GMa siadają i oglądają zarejestrowane mecze interesujących ich graczy, póki nie znają ich na pamięć. Celem jest zdecydowanie, czy dany gracz faktycznie wart jest poświęcenia na niego wartościowego zasobu, jakim jest wybór w drafcie. Często kontaktują się też z trenerami drużyn akademickich i dyskutują o młodych zawodnikach. Jednak to tylko początek.

 

NFL Combine

Mniej więcej miesiąc przed draftem organizowane jest NFL Combine. To w praktyce wielkie targowisko dla skautów. Przyjeżdża na nie ponad 300 zaproszonych zawodników, z reguły tych najbardziej perspektywicznych.  W ciągu niespełna tygodniowego eventu każdy gracz jest mierzony ważony, przechodzi serię testów szybkościowych i sprawnościowych, Wonderlic, czyli test na inteligencję oraz bierze udział w bezkontaktowych treningach, podczas których pokazuje swoje podstawowe umiejętności.

Dodatkowo każdy klub ma prawo zarezerwować sobie piętnaście minut czasu każdego kandydata do NFL. Podczas tych piętnastu minut prowadzą rozmowy za zamkniętymi drzwiami, oceniając znajomość gry, inteligencję boiskową i poziom dojrzałości młodych ludzi.

W praktyce niektórzy gracze wybierają się na Combine tylko dla tych rozmów, bo mogą zrezygnować z udziału w treningach. Jest to oczywiście decyzja strategiczna. Opuszczenie treningów jest dla skautów niepokojącym sygnałem. Z drugiej strony reciver, który łapie podania od nieznajomego quarterbacka może częściej popełniać błędy, co jest sygnałem jeszcze bardziej niepokojącym.

Samo Combine to wieli cyrk medialny, pokazywany na żywo przez NFL Network. Oczywiście fani szeroko je komentują, choć tak naprawdę trudno cokolwiek na jego podstawie powiedzieć, jeśli nie pracuje się jako skaut.

 

Pro Days

Po Combine następują tzw. Pro Days. Są to specjalne eventy organizowane dla skautów na uczelniach, podczas których perspektywiczni gracze z danej uczelni prezentują swoje możliwości. Takie mini-combine, ograniczone do graczy z jednej uczelni. Na Pro Days gracze w biorą udział w pokazowym treningu ze swoimi kolegami i z reguły wypadają korzystniej niż podczas Combine.

Każdy taki dzień daje również skautom niepowtarzalną okazję na przeprowadzenie mnóstwa rozmów z trenerami i zawodnikami, którzy pracowali z perspektywicznym graczem przez kilka lat, co pozwala jeszcze lepiej go ocenić.

Z kolei dla graczy, którzy nie dostali zaproszenia na NFL Combine to szansa, by zaistnieć w świadomości skautów i może wcisnąć się gdzieś do którejś z dalszych rund draftu.

 

Kiedy zakończy się proces ewaluacji zawodników, każda drużyna przygotowuje specjalną tablicę z najbardziej pożądanymi graczami. Ale o tym więcej w następnym odcinku, w którym omówię draft i walkę o miejsce w składzie.

 

Czytaj dalej:

Droga do NFL. Część trzecia: Draft i walka o miejsce w składzie

 

Zobacz też:

Droga do NFL. Część 1: szkoła i uniwersytet

czwartek, 28 lutego 2013

Jak donoszą amerykańskie media, San Francisco 49ers i Kansas City Chiefs uzgodniły warunki transferu, w ramach którego do Kansas City powędruje quarterback Alex Smith, a do San Francisco wybór w drugiej rundzie kwietniowego draftu (i to na samym jej początku) oraz warunkowy wybór w przyszłorocznym drafcie, co oznacza, że konkretna runda, w której 49ers będą mieli dodatkowy wybór zostanie określona na podstawie efektów, jakie Chiefs da gra Smitha. Choć niektóre źródła podają, że może to być nawet kolejny wybór w drugiej rundzie. Jak na razie transfer nie może zostać oficjalnie ogłoszony, bo okienko transferowe w NFL otwiera się dopiero 12 marca, jednak wszystkie źródła potwierdzają, że do niego dojdzie.

Alex Smith został wybrany przez 49ers z pierwszym numerem draftu w 2005 r. Przez lata był jednym z największych rozczarowań w historii klubu i „tym gościem którego wybrano przed Aaronem Rodgersem”. Jednak gdy 49ers wreszcie ustabilizowali sytuację w klubie i skończyła się karuzela trenerów i koordynatorów ofensywy, Smith okazał się kompetentnym i solidnym rozgrywającym. Jego główną zaletą była bardzo mała ilość popełnianych strat i bardzo wysoki procent celnych podań. Z drugiej jednak strony 49ers przesuwali się do pola punktowego rywali stosunkowo powoli, brakowało tego, co Amerykanie nazywali „big plays”, czyli akcji powyżej 20 jardów. Smith potrafił dobrze zarządzać grą przy wsparciu skutecznej defensywy, ale nie był w stanie samemu odwrócić losów meczu. Kiedy w zeszłym roku doznał kontuzji został odsunięty od pierwszego składu na rzecz Colina Kaepernicka, który doprowadził 49ers do Super Bowl.

W Kansas City Smith będzie grał pod wodzą nowego trenera Andy’ego Reida, który ma opinię szkoleniowca potrafiącego dobrze wykorzystywać quarterbacków. Odziedziczy zespół ze sporą dozą talentu (sześciu Pro Bowlerów), ale zdemoralizowany sezonem 2012, w którym wygrali tylko dwa mecze. Jedną z głównych przyczyn tak słabej gry Chiefs był brak kompetentnego rozgrywającego.

Chiefs załatali największą dziurę w składzie i wciąż mają do dyspozycji pierwszy wybór w tegorocznym drafcie. Większość analityków skłania się ku opinii, że wybiorą Offensive Tackle (gracza zamykającego linię ofensywną) Luke’a Jockela z Texas A&M. Z nowym trenerem, rozgrywającym i filarem linii ofensywnej mogą stać się drugą siłą w bardzo słabej ostatnio AFC West.

Największymi wygranymi tej wymiany są bez wątpienia 49ers. Wiadomo było, że będą musieli sprzedać Smitha, a jeśli nie znalazłby się kupiec, wręcz go zwolnić, bo nie stać ich na płacenie ponad 7 milionów dolarów rezerwowemu. Tymczasem dostali za niego wysoki wybór w drugiej rundzie draftu, co pozwoli im załatać kolejne dziury w składzie, których i tak nie mają za dużo.

Cena za Smitha jest bardzo wysoka, jak na gracza tej klasy. Wynika ona jednak ze znacznej przewagi popytu nad podażą. Na rynku praktycznie nie ma dobrych quarterbacków. Jedynym dostępnym jest Matt Flynn, z którym najprawdopodobniej Seattle Seahawks rozwiążą kontrakt (z tych samych powodów co 49ers ze Smithem), a jest to zawodnik mający na koncie zaledwie dwa mecze w podstawowym składzie w życiu (choć oba całkiem dobre). W nadchodzącym drafcie również nie ma żadnego rozgrywającego o zachwycającym potencjale, a ekip desperacko potrzebujących quarterbacka jest w lidze jeszcze kilka.

wtorek, 26 lutego 2013

W poniedziałek Tom Brady sensacyjnie przedłużył kontrakt z New England Patriots. Nieoczekiwane jest nie tylko samo przedłużenie, które właściwie zapewnia, że Brady skończy karierę jako zawodnik Pats, ale przede wszystkim warunki umowy.

Brady i Patriots przedłużyli kontrakt do końca sezonu 2017, co oznacza że rozgrywający ekipy z Nowej Anglii będzie miał po jego zakończeniu 40 lat, czyli osiągnie wiek, który kiedyś określił jako moment na zakończenie swojej kariery.

Co najważniejsze, Brady zgodził się na pieniądze mniejsze o niemal 1/3 od tych, które zarabiają quarterbackowie jego klasy. Pozwoli to Patriots na zakontraktowanie lepszych graczy na innych pozycjach. Tylko w ciągu dwóch najbliższych lat zrekonstruowana umowa uwalnia w budżecie płacowym Patriots 30 mln dolarów, z czego aż 20 w przyszłym roku. To oznacza, że Patriots będą mieli środki na poważne wzmocnienia, a przede wszystkim na zatrzymanie Wesa Welkera, przyjaciela Brady’ego.

To nie pierwszy raz, gdy Brady zgadza się na niższe zarobki dla dobra drużyny. W 2005 r., po zdobyciu swojego trzeciego Super Bowl, podpisał sześcioletni kontrakt warty średnio 10 mln dolarów na rok, podczas gdy Payton Manning, wówczas bez żadnego pierścienia mistrzowskiego, zarabiał rocznie ok. 14,2 mln dolarów.

Oczywiście Brady, który zarabia ciężkie miliony na kontraktach reklamowych może sobie pozwolić na odpuszczenie kilku milionów pensji. Zwłaszcza, że jego żona to najlepiej zarabiająca supermodelka na świecie. Niemniej jednak biorąc pod uwagę twardą walkę jaką o każdy cent z New Orleans Saints stoczył niedawno Drew Brees, to bardzo pozytywny gest. Pytanie tylko, czy Brady wytrzyma fizycznie do końca swojego nowego kontraktu.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7