Kategorie: Wszystkie | ABC futbolu amerykańskiego | NCAA | NFL | O mnie | PLFA | inne
RSS
poniedziałek, 21 stycznia 2013

W tegorocznym Super Bowl zmierzą się drużyny prowadzone przez braci Harbaugh: San Francisco 49ers i Baltimore Ravens. Będzie to pierwszy taki przypadek w historii NFL. W zeszłym John i Jim Harbaugh byli pierwszymi braćmi na stanowisku trenerów, którzy stanęli naprzeciwko siebie w meczu sezonu zasadniczego. Tym razem stawka będzie dużo wyższa. Jak do tego doszło?

 

New England Patriots – Baltimore Ravens 13:28

Z bólem serca muszę przyznać, że mecz ten wygrała drużyna lepsza w niemal każdym elemencie gry. Patriots po prostu nie zasłużyli na drugi z rzędu awans do Super Bowl.

Od kilku lat defensywa Patriots ma proste zadanie: wytrzymać na tyle, by dać Tomowi Brady’emu i jego ofensywie czas na rozstrzygnięcie meczu. I przez cała pierwszą połowę trzymała się świetnie. Skutecznie zatrzymali Raya Rice’a i uniemożliwili Joemu Flacco granie jego ulubionych długich podań (choć mieli tu nieuczciwą przewagę ze względu na bardzo silny wiatr wiejący w niedzielę w Massachusetts). Jednak Brady i spółka nie wykorzystali szansy na odskoczenie, wypracowując jedynie 6-punktową przewagę.

Kluczową akcją tego meczu było dość niepozorne podanie w 10 minucie pierwszej kwarty do Anquana Boldina, którego do tej pory skutecznie wyłączał z gry Aqib Talib. Cornerback Patriots znów wyprzedził rywala, przerwał podanie i Ravens zostali zmuszeni do puntu, jednak Talib zszedł z boiska trzymając się za podudzie. Nie wrócił już do gry.

Jego brak szczególnie było widać w drugiej połowie, gdy miałem wrażenie, że zespoły zamieniły się koszulkami, zwłaszcza w ofensywie. Po prostu Ravens zaczęli grać jak Patriots. Ograniczyli nieskuteczną w tym meczu grę biegową (choć kilka biegów Bernarda Pierca zasiało spustoszenie w szeregach defensywy Pats) i zaczęli posyłać mnóstwo krótkich i średniej długości podań. Trudno mi powiedzieć co się dokładnie stało w obronie Patriots, jako że na telewizyjnym obrazie nie widać ustawienia wszystkich graczy, ale mam wrażenie, że Patriots cofając się głęboko w obronie przed głębokimi podaniami odsłonili nieco ten krótszy dystans. Reciverzy Ravens nader często zostawali tam jeden na jeden z obrońcami, a taką rywalizację z Boldinem byłby w stanie w ekipie Patriots wytrzymać tylko Talib. W efekcie Boldin zaliczył dwa przyłożenia i Ravens wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca.

Trochę jednak dziwi, że Patriots nie dostosowali obrony do zmian w ofensywie gości. Zwłaszcza, że przecież widują podobną ofensywę na co dzień na treningach, a Brady (nie licząc wczorajszego meczu) to jednak rozgrywający o klasę lepszy od Flacco.

Brady znów zanotował bardzo słaby mecz przeciwko Ravens, podobnie jak w zeszłorocznym finale AFC. Wówczas niespodziewanie uratowała go obrona, tym razem obrona i special teams dały mu szansę. Niemal każdą akcję Patriots zaczynali w okolicach własnego 30-40 jarda, co jest świetną pozycją startową. Jednak z czterech wycieczek do red zone i piątej na 25 jard przeciwnika wynieśli tylko jedno przyłożenie i dwa field goale, czyli 13 punktów na 35 możliwych. Ravens w czterech wycieczkach do red zone zdobyli 28/28.

Mam (i miałem już w trakcie meczu) sporo zastrzeżeń do Billa trenera Belichicka i jego sztabu. Po pierwsze fatalne zarządzanie zegarem (tu akurat częściowo winny był też Brady) pozbawiło Patriots w końcówce pierwszej połowy przynajmniej jednej dodatkowej akcji, która mogła skończyć się przyłożeniem zamiast field goala.

Po drugie kilkukrotnie serie ofensywne Pats kończyły się w okolicy 35 jarda. Wówczas Belichick ordynował punty. Z Bradym jako rozgrywającym. Ja rozumiem, że przy nieźle spisującej się defensywie lepiej mieć rywala na ich 10 jardzie, a nie na 35. Rozumiem, że przy silnym wietrze field goal z ponad 50 jardów to czysty hazard. Ale nie rozumiem aż tak konserwatywnego podejścia. Na miejscu Belichicka dałbym piłkę Brady’emu jeszcze raz do rąk i kazał mu zdobyć tą pieprzoną pierwszą próbę! Tak grać mogą zespoły z silną defensywą i słabym rozgrywającym, a Patriots nie spełniali żadnego z tych warunków.

O braku dostosowania obrony do zmiany taktyki Ravens już pisałem.

Ravens są drużyną potencjalnie słabszą i wciąż uważam, że Patriots powinni ten mecz wygrać. Tak naprawdę przegrali przede wszystkim z Johnem Harbaugh, który znakomicie ustawił swój zespół, wykorzystując do maksimum jego atuty i niwelując wszystkie potencjalne przewagi Patrios. Belichick nie potrafił zrobić tego samego (za wyjątkiem special teams) i w nagrodę może dziś jechać na ryby, by przemyśleć co należy naprawić, by Brady wreszcie sięgnął po upragniony czwarty tytuł mistrzowski.

 

Atlanta Falcons – San Francisco 49ers 24:28

Oglądając to spotkanie miałem poczucie niesamowitego déjà vu. Matt Ryan zaczyna fenomenalnie, przeciwnicy patrzą po sobie bezradnie, Falcons obejmują wysokie prowadzenie. A potem zaczyna się masakra. Masakra gospodarzy.

49ers okazali się jednak skuteczniejsi od Seahawks i swój 17-punktowy comeback dociągnęli do końca. Jeszcze żaden zespół w historii NFL nie wygrał meczu play-off na wyjeździe przegrywając w którymś momencie 14 lub więcej punktami.

Muszę przyznać, że nie potrafię rozgryźć Matta Ryana. W sezonie zasadniczym jest naprawdę świetny. Co prawda nie klasy Brady’ego, Paytona Manninga, Rodgersa czy Breesa, ale niewiele im ustępuje. A potem przychodzą play-offy i jest cieniem samego siebie. W meczu z Seahawks uratował się niesamowitymi ostatnimi 30 sekundami. Przeciwko 49ers grał dobrze przez 17 minut – pierwszą kwartę i dwie ostatnie minuty drugiej kwarty. W drugiej połowie popełnił dwie fatalne straty, które obciążają jedynie jego konto. Co prawda straty te nie doprowadziły bezpośrednio do jakiejś katastrofy (głównie dzięki obronie Falcons), ale kompletnie wybiły z rytmu ofensywę Atlanty, która nie zdobyła nawet jednego field goala w drugiej połowie.

Trzeba przyznać, że Falcons wyciągnęli wnioski z porażki Packers w poprzedniej rundzie i ustawili obronę w taki sposób, by uniemożliwić QB San Francisco, Colinowi Kaepernickowi, akcje biegowe. Udało im się to o tyle, że Kaepernick miał tylko jedną udaną akcję biegową w całym meczu. Jednak skupienie na Kaepernicku przepłacili dużymi kawałami jardów wyrywanymi przez RB Franka Gore’a w akcjach typu Zone Read. Ogólna zasada ich działania wyjaśniona jest na filmiku poniżej (choć w wykonaniu 49ers ta akcja wygląda nieco inaczej, to zasada współpracy QB z RB jest taka sama).

 

Ogromnym sukcesem 49ers było całkowite niemal wyeliminowanie gry biegowej Falcons. Nie pozwolili im na bieg dłuższy niż 12 jardów, średnio 3.5 jarda na próbę. Co prawda Mat Ryan zgromadził niemal 400 jardów podaniowych, ale poza pierwszą kwartą nie przełożyło się to na punkty. Podobnie jak w meczu Patriots i Ravens kluczowa okazała się egzekucja. 49ers w czterech wycieczkach do Red Zone zdobyli 21 na 28 możliwych punktów (raz stracili fumble niemal na linii pola punktowego). W przypadku Falcons było to 10 na 21. Szczególnie bolesna była nieudana czwarta próba z 4 jardami do przejścia 10 jardów od pola punktowego 49ers na minutę przed końcem meczu. Gdyby Falcons zdobyli wówczas przyłożenie, goście już zapewne by się nie podnieśli.

Falcons nie zasłużyli na awans do Super Bowl. Dopóki ta drużyna nie nauczy się grać równo całego spotkania, dopóty marzenia Ryana i spółki o tytule mistrzowskim nie zostaną zrealizowane. Może klub powinien Ryanowi zatrudnić psychologa, bo widać, że problem nie tkwi w jego umiejętnościach, a w psychice.

sobota, 19 stycznia 2013

Po jednej stronie Falcons, drużyna która wreszcie wygrała mecz w play-offach, po drugiej 49ers, ekipa z ogromnymi tradycjami, która po wieloletnim kryzysie już drugi raz z rzędu melduje się w finale NFC. Zespół z San Francisco pięciokrotnie wygrywał w Super Bowl, ale po raz ostatni osiemnaście lat temu, gdy Jerry Rice łapał podania od Steviego Younga. Atlanta tylko raz, czternaście lat temu, zagrała w Super Bowl. Nigdy go nie wygrała. Dla obu tych drużyn awans do finału będzie ogromnym osiągnięciem.

Powszechnie za faworytów uważani są 49ers, mimo że grają na wyjeździe. Przede wszystkim dysponują naprawdę dominującą obroną, drugą, a według niektórych wskaźników nawet pierwszą w NFL i bez cienia wątpliwości najlepszą spośród czterech ekip, które pozostały jeszcze w rywalizacji. Patrick Willis i NaVarro Bowman tworzą najlepszy duet środkowych linebackerów w lidze, a Aldon Smith jest chyba najlepszym specjalistą od atakowania rozgrywającego rywali, zwłaszcza gdy po drugiej stronie boiska szaleje Justin Smith, nieco go odciążający.

Naprzeciwko nich stanie ofensywa dowodzona przez Matta Ryana, którego otacza sporo wątpliwości. Mimo że w czwartym swoim meczu w play-offach zdołał odnieść w końcu pierwsze zwycięstwo, to jednak styl w jakim tego dokonał, pozostawia wiele do życzenia. W poprzedniej rundzie zobaczyliśmy dwa różne zespoły Falcons. Pierwszy grał przez trzy kwarty i wypracował łatwą przewagę nad Seahawks. Drugi roztrwonił ją całkowicie w czwartej kwarcie i tylko rozkojarzeniu obrony Seahawks w ostatnich 30 sekundach meczy Falcons zawdzięczają awans. Ryan w tych ostatnich 30 sekundach był fenomenalny. Ale wcześniej znów grał sporo poniżej oczekiwań. Mecz przeciwko świetnej obronie San Francisco będzie dla niego okazją do udowodnienia, że potrafi grać znakomicie nie tylko w sezonie zasadniczym, ale i pod dużo większą presją w play-offach.

Bez wątpienia ułatwią mu to reciverzy, którzy poważnie przetestują obronę podaniową 49ers. Julio Jones, Roddy White i TE Tony Gonzalez stanowią jedną z najsilniejszych grup w lidze, na równi z korpusami Patriots czy Packers. Ten ostatni to absolutny rekordzista wszechczasów jeśli chodzi o pozycję TE, a jednak wciąż głodny sukcesów, bowiem zeszłotygodniowy triumf nad Seahawks był jego pierwszym zwycięstwem w postseason, mimo że w lidze gra już 12 lat.

Przeciwko Seahawks nadspodziewanie dobrze spisała się ofensywa biegowa, która w sezonie zasadniczym była raczej piętą achillesową Atlanty. 49ers dysponują jedną z najlepszych defensyw przeciwko akcji biegowych, ale forsowanie tego sposobu gry otworzy nieco pole dla Ryana i jego reciverów.

 

Po drugiej stronie stanie największa sensacja tych play-offów, czyli drugoroczny QB Colin Kaepernick, który nie tylko zaaplikował Packers 263 jardy podaniowe, ale i rekordowe 181 jardów biegowych. Przebijał się przez obronę Green Bay jak chciał, zdobywając biegiem oszołamiające 11 jardów na próbę (5 jardów na próbę to normalnie wynik znakomity).

Falcons będą mieli jedną przewagę nad Packers, a mianowicie świeżą taśmę meczową. W końcówce sezonu zasadniczego 49ers przestali grać akcje z formacji "pistol" (QB znajduje się kilka jardów za centrem, ale nie tak daleko jak w formacji "shotgun") oraz opcję. Dlatego te rozwiązania ofensywne siały takie spustoszenie w szeregach Packers, którzy nie byli na to gotowi.

Obrona Falcons nie należy do czołówki ligi. Ich zadanie będzie tym trudniejsze, że Kaepernick to nie typowy biegający QB w stylu Tima Tebow czy Michaela Vicka, ale potrafi również rywalom mnóstwo krzywdy pozostając w kieszeni i podając do swoich reciverów, którzy mają więcej miejsca, dzięki obronie przeciwko nietypowym akcjom biegowym.

 

Dla Falcons kluczem będzie cierpliwe utrzymywanie Kaepernicka w kieszeni. Nie mogą mu pozwolić na ucieczki na zewnątrz. Jeśli QB 49ers będzie musiał przyjąć rolę klasycznego podającego, jest mniej groźny. Co nie znaczy, że Falcons będzie łatwo, bo Michael Crabtree, Randy Moss i Vernon Davies tylko czekają na luźniejszą obronę przeciwko podaniom.

Tak naprawdę cały mecz sprowadza się do defensywy Falcons i postawy Matta Ryana. Jeśli Ryan zagra jak w sezonie zasadniczym i będzie sprawnie zdobywał kolejne jardy i punkty, a jego defensywa zdoła zatrzymać Kaepernicka, Falcons awansują do Super Bowl. Tylko mało kto w to wierzy. Moim zdanie Ryan popełni kilka kluczowych strat, a Kaepernick wykorzysta skupienie obrony na jego akcjach biegowych i poda na ponad 300 jardów i minimum dwa przyłożenia. Trzecie zdobędzie biegiem. A 49ers awansują do Super Bowl, gdzie zmierzą się z Patriots.

Choć jako kibic Patriots wolałbym, by to Falcons wygrali NFC :)

 

Zobacz też zapowiedź finału AFC

piątek, 18 stycznia 2013

Payton Manning w Broncos, Andrew Luck w Colts, Tim Tebow w Jets, a  Mario Williams w Bills. W tym roku w AFC byliśmy świadkami sporych zmian. Jednak niezależnie od tego, znów w finale konferencji spotykają się te same drużyny co przed rokiem: New England Patriots i Baltimore Ravens. Jednak mimo tych samych logotypów i wielu znajomych twarzy, sytuacja przed tym meczem jest zupełnie inna niż przed zeszłym rokiem, kiedy mierzyły się dwie ekipy uważane za podobnie silne.

Przede wszystkim zmieniła się równowaga sił w obronie. Defensywa Ravens, mimo tryumfalnego powrotu z zaświatów Raya Lewisa, nie jest tą zabójczo szczelną formacją, którą obserwowaliśmy przez ostatnią dekadę. Zwłaszcza defensywa podaniowa. Po kontuzja Lardariusa Webba Ravens stali się niezmiernie podatni na długie podania, co świetnie wykorzystał Payton Manning w Divisional Round.

Obrona biegowa pozostawia wiele do życzenia. Choć Ray Lewis wzmocnił ten element gry, to jednak w sezonie zasadniczym Ravens mieli dopiero 26-tą obronę przeciwko akcjom biegowym w lidze (wg Football Outsiders). Także w play-offach Colts i Broncos, nie posiadający specjalnie zabójczej gry biegowej, byli w stanie wyrwać w ten sposób sporo jardów. Colts zaliczyli 152 jardy, co daje zabójczą średnią 5,1 jarda na próbę i to w wykonaniu debiutantów przy wsparciu co najwyżej przeciętnej linii ofensywnej. Z Broncos było już nieco lepiej, bo 125 jardów przy  3 jardach na próbę. Jednak w sytuacji, gdy Denver nie mają zdrowego żadnego wszechstronnego running backa i ustawienie personelu jasno mówiło czy będą biec czy podawać (jeden z ich RB jest dobry tylko w chronieniu rozgrywającego, a  drugi potrafi tylko biegać), 3 jardy na próbę to o wiele za dużo.

 

Naprzeciwko tej dziurawej defensywy stanie najlepsza bez dwóch zdań ofensywa w całej lidze. Tom Brady to jeden z najlepszych rozgrywających w historii, a do pomocy ma bardzo solidną ekipę, ale prawdziwa siła Patriots leży w ich „no-huddle offense”. W dużym skrócie, Patriots opracowali nowatorski system komunikacji, który umożliwia im ustawienie się i rozpoczęcie nowej akcji w kilka sekund po zakończeniu poprzedniej, a nie jak u większości ofensyw w lidze, po kilkunastu-dwudziestu kilku. Sprawia to, że nader często biegną (bo w większości w tym trybie Pats grają akcje biegowe) przeciwko nieprzygotowanej obronie, wyrywając ogromne ilości jardów.

Podstawową różnicą pomiędzy zeszłorocznymi Patriots, a  tegorocznymi jest właśnie gra biegowa, która uczyniła ich no-huddle offense tak zabójczą. Steven Ridley i Shane Vereen byli nieaktywni przeciwko Ravens w zeszłym roku. W tym na pewno będą znaczącą częścią ofensywnego planu aktualnych mistrzów AFC. W meczu poprzedniej rundy play-off przeciwko Houston Texans, obaj zanotowali w sumie cztery z pięciu przyłożeń swojej drużyny.

Do tego Brady ma zestaw naprawdę mocnych reciverów, choć zabraknie Roba Gronkowskiego, który ponownie złamał rękę i nie zobaczymy go do końca sezonu. Niepewny jest też występ miniaturowego Danny’ego Woodheada, wszechstronnego gracza od zadań specjalnych, który jest w stanie zrobić wszystko, czego Brady w danej chwili potrzebuje.

 

Drugą ogromną różnicą pomiędzy Patriots w wersji 2011 i Patriots w wersji 2012 jest ich defensywa. Linia obrony i linebackerzy należą do czołówki ligi. Także secondary, kompletnie przebudowana w porównaniu z zeszłym rokiem (z pierwszego składu pozostał tylko Devin McCourthy, który zmienił pozycję) wreszcie jest w stanie wytrzymać rywalizację. Może nie należy do ligowej czołówki, ale nie jest już ziejącą dziurą. Aqib Talib jest w stanie wytrzymać grę jeden na jeden z większością reciverów w lidze, a Alfonzo Denard, Steve Gregory i McCourthy mogą czasem zgubić swoich graczy, ale za to są w stanie pojawić się znikąd, by przechwycić podanie z najmniej dogodnym dla przeciwnika momencie.

Naprzeciwko nich staje ofensywa, której plan na każdy mecz jest właściwie taki sam: akcje biegowe Raya Rice’a i co jakiś czas daleka bomba podaniowa Joego Flacco. Jeśli obrona łyknie „play-action” (czyli pozorowaną akcję biegową, będącą w rzeczywistości podaniem) Flacco, posiadacz jednego z najsilniejszych ramion w footballu, potrafi skarcić przeciwnika zabójczą długą piłką, co świetnie widzieliśmy przeciwko Broncos. A i sam Ray Rice jest w stanie narobić niemało zamieszania. Największą niewiadomą jest Joe Flacco. To zawodnik, który potrafi rozegrać zarówno mecz genialny, jak i katastrofalny. Jeśli obronie Patriots uda się wymusić na nim kilka błędów, może być szybko po meczu.

 

Patriots są faworytami finału AFC. Kluczem do ich zwycięstwa będzie jednak obrona. Przede wszystkim muszą wytrzymać przeciwko Rayowi Rice’owi i nie pozwolić mu zdobywać wielu jardów w sytuacjach biegowych. Vince Wilfork musi wytrzymać na linii wznowienia akcji, a Chandler Jones (ograniczony kontuzją kostki) i Rob Ninkovich skutecznie zamykać boki i nie pozwolić Rice’owi uciec na zewnątrz. Jeśli to im się uda, Mayo, Spikes i Hightower łatwo przechwycą Rice’a, nim ten narobi wielkich szkód. Wówczas kluczowym człowiekiem będzie Talib. Będzie musiał wytrzymać jeden na jeden przeciwko świetnemu reciverowi, Anquanowi Boldenowi. Jeśli to mu się uda, Flacco będzie miał ogromne trudności ze znalezieniem celu dla swoich podań. Defensywa musi jak najszybciej doprowadzić do odzyskania piłki, by nie dać zmęczonej szybkim tempem defensywie Ravens czasu na odpoczynek.

W ofensywie kluczem będzie jak najwcześniejsze ustanowienie skutecznej gry biegowej, która pozwoli wymęczyć obronę rywala. Otworzy też Brady’emu możliwość rozmontowania Ravens swoimi zabójczymi podaniami. Ogromnym ciosem jest strata Gronkowskiego, który nie tylko jest potężnym i skuteczny reciverem, ale też zabójczym blokerem w grze biegowej. Ravens będą musieli zdusić akcje biegowe i zdominować środek boiska, gdzie trafia większość podań Brady’ego i szaleją Aaron Hernandez, Wes Welker czy Shane Vereen (oraz Woodhead, jeśli zagra).

Ostatnią niezmiernie istotną rzeczą będzie ograniczenie akcji powrotnych Ravens, którzy są w tym elemencie bardzo silni, według Football Outsiders mają najlepsze special teams w lidze. W poprzedniej rundzie play-off Houston Texans potrafili zdziałać cokolwiek w ofensywie tylko, jeśli dzięki akcjom powrotnym uzyskiwali dobrą pozycję startową. A jest to drużyna zbudowana w podobnym stylu jak Ravens.

 

Patriots mają gigantyczną przewagę w ataku oraz obronę, która przy dobrej grze może dotrzymać tempa ofensywie rywali. Jeśli special teams nie pokpią sprawy, a  secondary nie da rywalom wbiegać za plecy (jak to uczynili tydzień temu Broncos) to nie widzą innej możliwości, niż awans Patriots do Super Bowl.

Mecz rozpocznie się w niedielę o 18:30 miejscowego czasu (00:30 polskiego czasu).

 

Zobacz też zapowiedź finału NFC

czwartek, 17 stycznia 2013

2 lutego w Atlas Arenie w Łodzi pierwsze oficjalne spotkanie międzypaństwowe zagrają polscy footballiści. Ich przeciwnikami będzie mistrz Europy z 2005 r. – Szwedzi.

Wczoraj podano skład 37 graczy wyselekcjonowany spośród najlepszych graczy PLFA (Polskiej Ligi Footballu Amerykańskiego) oraz najlepszych Polaków występujących za granicą, przez trenera kadry, Macieja Cetnerowskiego, na co dzień szkoleniowca mistrzów Polski, Seahawks Gdynia. Znalazło się w nim m.in. dziesięciu graczy Seahawks, ośmiu z Giants Wrocław i siedmiu z Devils Wrocław.

Ciekawą postacią jest QB Bart Zemanek, grający na co dzień w uniwersyteckiej drużynie York Lions w Kanadzie. Nie było go na ostatnim zgrupowaniu, ale przyjedzie na kolejne, w dniach 26-27 lutego, by powalczyć o miejsce w meczowej trzydziestce.

Zobacz pełny skład kadry

Zobacz zdjęcia z ostatniego zgrupowania

 

Mecz  w Łodzi zostanie rozegrany w footballu w odmianie halowej, różniącej się nieco od tej granej na stadionach. Przede wszystkim boisko jest niemal dwa razy krótsze. Pola punktowe mają osiem jardów, a przestrzeń między nimi 50 jardów. Nie ma puntów, więc jeśli przejście dziesięciu jardów w czterech próbach się nie powiedzie, trzeba oddać piłkę przeciwnikowi.

Oba zespoły składają się z ośmiu, a nie jedenastu graczy, jak ma to miejsce w tradycyjnej odmianie footballu. W ataku najczęściej spotyka się formację z trzema liniowymi, rozgrywającym, dwoma wide reciverami, jednym running backiem i jednym tight endem, choć tak jak w odmianie stadionowej formacje w różnych akcjach do pewnego stopnia się różnią.

Dokładniejsze zasady footballu halowego, więcej informacji o meczu i system do zakupu biletów przez internet można znaleźć na oficjalnej stronie spotkania www.superarena.pl.

 

[EDIT]: TVP Sport pokaże retransmisję meczu o w sobotę 2 lutego o 20:35

wtorek, 15 stycznia 2013

W całej ekscytacji związanej z drugą rundą ply-offów w NFL, niemal niezauważona przeszła informacja o wybraniu przez Associated Press All Pro Team 2013, czyli najlepszych graczy na każdej pozycji, odpowiednika pierwszej piątki NBA czy najlepszej jedenastki mistrzostw świata.

Na All Pro Team głosuje 50 dziennikarzy z całego kraju. Przynajmniej w wersji AP, bo wybieranych jest wiele najlepszych drużyn, ale to ta AP uznawana jest za „oficjalną”. Więcej na ten temat na Wikipedii.

Lista tegorocznych wyróżnień:

Pierwsza drużyna:
QB:  Peyton Manning, Broncos
RB:  Adrian Peterson, Vikings (jednogłośnie), Marshawn Lynch, Seahawks
FB:  Vonta Leach, Ravens
TE:  Tony Gonzalez, Falcons
WR:  Calvin Johnson, Lions; Brandon Marshall, Bears
OT:  Duane Brown, Texans; Ryan Clady, Broncos
OG:  Jahri Evans, Saints; Mike Iupati, 49ers
C:  Max Unger, Seahawks
DE:  J.J. Watt, Texans (jednogłośnie), Cameron Wake, Dolphins
DT:  Geno Atkins, Bengals; Vince Wilfork, Patriots
OLB:  Von Miller, Broncos; Aldon Smith, 49ers
ILB:  Patrick Willis, 49ers; NaVorro Bowman, 49ers
CB:  Richard Sherman, Seahawks; Charles Tillman, Bears
S:  Earl Thomas, Seahawks; Dashon Goldson, 49ers
P:  Andy Lee, 49ers
K:  Blair Walsh, Vikings
KR:  Jacoby Jones, Ravens

Druga drużyna:
QB:  Aaron Rodgers, Packers
RB:  Alfred Morris, Redskins; Jamaal Charles, Chiefs
FB:  Jerome Felton, Vikings
TE:  Jason Witten, Cowboys
WR:  A.J. Green, Bengals; Andre Johnson, Texans
OT:  Joe Thomas, Browns; Joe Staley, 49ers
OG:  Marshal Yanda, Ravens; Logan Mankins, Patriots
C:  Maurkice Pouncey, Steelers
DE:  Justin Smith, 49ers; Julius Peppers, Bears
DT:  Justin Smith, 49ers; Ndamukong Suh, Lions; Haloti Ngata, Ravens
OLB:  Chad Greenway, Vikings; Ahmad Brooks, 49ers; Clay Matthews, Packers; and DeMarcus Ware, Cowboys
ILB:  Daryl Washington, Cardinals; London Fletcher, Redskins
CB:  Champ Bailey, Broncos; Tim Jennings, Bears
S:  Eric Weddle, Chargers; Jairus Byrd, Bills
P:  Thomas Morstead, Saints
K:  Phil Dawson, Browns
KR:  David Wilson, Giants.

 

Niestety do All-Pro nie dostał się Sebastian Janikowski, który podobnie jak w głosowaniu do Pro Bowl przegrał z Philem Dawsonem. Tym razem tylko jednym głosem. Dwóch graczy wybranych zostało przez wszystkich głosujących: J.J. Watt z Texans, który zapewne zgarnie nagrodę dla Defensywnego Gracza Roku i Adrian Peterson z Vikings, który jest jednym z dwóch głównych kandydatów na MVP. Ciekawy jest też przypadek Justina Smitha, który dostał się do drugiej drużyny na dwóch pozycjach. Jego naturalną pozycją jest Defensive End, choć nawet gdyby głosujący oddawali na niego głosy tylko jako na DE to i tak nie wystarczyłoby mu ich, by dostać się do pierwszej drużyny.

Najwięcej graczy mają w tym zestawieniu San Francisco 49ers – dziewięciu, z czego aż sześciu w pierwszej drużynie, warto jednak zauważyć, że wszyscy to gracze obrony, linii ofensywnej oraz punter. To wiele mówi o charakterze tej drużyny.

Bardzo dobre zestawienie z rozbiciem na głosy na poszczególnych pozycjach można znaleźć na stronie ligi.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

W drugiej rundzie play-offów mieliśmy ciekawą prawidłowość. Pierwszy mecz w ciągu obu dni obfitował w dramaturgię, drugi był łatwym zwycięstwem faworyta. Warto było czekać cały rok na ten etap rozgrywek, nawet jeśli jego ofiarą padli moi Packers :) A teraz do rzeczy.

 

Baltimore Ravens – Denver Broncos 38:35

Wydawało się, że sobotni mecz będzie dla Manninga i spółki tylko przystankiem przed epickim bojem w finale AFC z Tomem Bradym i jego Patriots. Z przepytywanych przez NFL.com 18 analityków, żaden nie postawił na zwycięstwo Ravens.

Dokładne opisanie przebiegu całego spotkania zajęłoby mi pewnie kilka stron (w końcu mieliśmy dwie dogrywki), więc sobie daruję, zwłaszcza, że można je znaleźć w wielu miejscach w internecie. Skupię się jedynie na kilku nasuwających mi się obserwacjach.

Po pierwsze to nie Ravens mecz wygrali, tylko Broncos przegrali. Oczywiście, należy docenić bomby Joego Flacco, dobrą grę jego reciverów i niesamowity mecz Raya Lewisa (17 tackles!). Ale Ravens nie pokazali nic ponad to, co w sezonie zasadniczym, a co ledwo starczyło na awans do play-offów. Defensywa wcale nie okazała się specjalnie szczelna, pozwalając rywalom na zdobycie 35 punktów. Ofensywa znów opierała się na biegach Raya Rice’a i długich podaniach.

Jedyne co trzeba docenić i pochwalić to konsekwencja. Ravens cierpliwie grali akcje biegowe, usypiali obronę i po chwili posyłali długą bombę podaniową. Przez cały mecz defensywa Broncos nie znalazła odpowiedzi na tą stosunkowo prostą strategię. A 70-jardowe podanie Flacco na TD, które doprowadziło do dogrywki, nie miało prawa dojść celu. Jednak katastrofalny błąd secondary Broncos pozwolił gościom doprowadzić do dogrywki.

Zresztą defensywa w ogóle zawiodła ekipę z Denver. Najczęściej sackujący zespół w lidze (średnio przeszło trzy sacki na mecz) zdołał dopaść Joego Flacco tylko raz. Ray Rice dość łatwo zdobywał kolejne jardy dołem, a  secondary nie potrafiła przeciwstawić się reciverom Baltimore cały mecz, a nie tylko w ostatniej akcji.

Nawalił też Payton Manning, którego sam uznałem za MVP sezonu zasadniczego. Popełnił trzy fatalne straty. Bolesna była zwłaszcza ta ostatnia, która umożliwiła Ravens rozstrzygnięcie na swoją korzyść dogrywki.

Jedynym jasnym punktem Broncos były ich special teams. Tindon Holliday miał dwie akcje powrotne na TD, jedną po puncie, drugą po kick-offie. Co ciekawe była to pierwsza porażka tego gracza w tym sezonie. Zaczął go w Houston, gdzie wygrał pierwszych pięć meczy, potem przeniósł się do Denver, z którymi wygrał kolejnych jedenaście.

Ravens jadą w niedzielę do Nowej Anglii. Pytanie brzmi w jakiej będą dyspozycji po długim i wyczerpującym spotkaniu z Broncos.

 

Green Bay Packers – San Francisco 49ers 31:45

Przyznam się (choć trochę mi wstyd), że nie obejrzałem meczu do końca. Gdy w końcówce czwartej kwarty 49ers wyszli na 21-punktowe prowadzenie sfrustrowany poszedłem spać, zwłaszcza że była to u nas godzina 5:15 rano.

Od początku sezonu pisałem, że Packers nie są zespołem na tytuł mistrzowski i niestety okazało się, że miałem rację. Nawaliła przede wszystkim defensywa. I to na wszystkich frontach. Clay Matthews był zupełnie niewidoczny, zdławiony przez świetną linię ofensywną 49ers, a San Francisco podawali i biegali po całym boisku, jakby egzekwowali schematy ofensywne „na sucho”, bez obrońców.

Packers nie potrafili znaleźć sposobu na Colina Kaepernicka. Nie dość, że rozgrywający gospodarzy podał na 263 jardy (z czego niemal połowa trafiła do niesamowitego Michaela Crabtree), to jeszcze przebiegł 181 jardów. Kolejne 119 jardów dołożył biegiem Frank Gore. Gdzie był B.J. Radji, który powinien zatrzymywać te próby biegu? Gdzie był A.J. Hawk, który jako środkowy linebacker odpowiada za akcje biegowe? Trudno powiedzieć, nie zaobserwowałem, by robili wiele pożytecznych rzeczy.

Ofensywa także nie potrafiła złapać rytmu, zwłaszcza, że 49ers unieszkodliwili grę biegową Packers. Co prawda Aaron Rodgers potrafił zrobić coś z niczego, ale zabrakło mu wsparcia kolegów, zwłaszcza że przy dziurawej linii ofensywnej często pozbywał się piłki szybciej niż by należało.

49ers udowodnili, że są nadzwyczaj groźną ekipą i stali się z miejsca faworytem meczu o mistrzostwo NFC, mimo że będą grali na wyjeździe. Packers mają offseason, by przemyśleć jaką strategię przyjąć na przyszły rok. Dziur do łatania nie brakuje, choć szkielet zespołu wciąż jest silny.

 

Seattle Seahawks – Atlanta Falcons 28:30

Kiedy pod koniec trzeciej kwarty Falcons wyszli na prowadzenie 7:27 zostawiłem grający w tle mecz i zacząłem surfować po internecie. I całe szczęście, że zostawiłem, bo przegapiłbym jeden z najbardziej imponujących comebacków wszechczasów, któremu do pełnego powodzenia zabrakło jedynie kilkanaście sekund.

W ciągu jednej kwarty zespół z Seattle zdołał odrobić 21 punktów straty i wyjść na prowadzenie. Gdyby tytuł najlepszego debiutanta przyznawano nie tylko za sezon zasadniczy, ale i za play-offy, to Russel Wilson zdobyłby ją w cuglach. Gdyby tylko dostał wczoraj jakiekolwiek wsparcie od Marshawna Lyncha, to Seahawks wygraliby ten mecz w cuglach. Niestety dla drużyny z zachodniego wybrzeża, RB Seahawks zagrał najsłabszy mecz w sezonie. Kompletnie nie był w stanie przedrzeć się przez zasieki ustawione przez defensywę Falcons.

Z drugiej strony defensywa Seahawks nie spisała się najlepiej. Całkiem nieźle funkcjonowała secondary (póki nie pozwoliła Mattowi Ryanowi doprowadzić swój zespół do field goala w ciągu 18 sekund), ale obrona biegowa kompletnie pokpiła sprawę, co jest o tyle dziwne, że według Football Outsiders ofensywa biegowa Falcons w sezonie zasadniczym lokowała się na 29 miejscu wśród 32 drużyn w lidze.

Gra biegowa uratowała skórę Mattowi Ryanowi, który znów rozegrał nienajlepszy mecz i był bliski czwartej porażki w swoim czwartym meczu w play-offach. Ryan popełnił dwie straty i gdyby nie świetna gra TE Tony’ego Gonzaleza, to mógłby mieć poważne problemy ze zdobywaniem kolejnych pierwszych prób.

Falcons zdołali wygrać przeciwko trudnemu przeciwnikowi w play-offach. To wystarczy, żebym uznał ich za rzeczywistych pretendentów do mistrzostwa. Ale nie wystarczy, bym uznał ich za fawortów nadchodzącej konfrontacji z San Francisco 49ers.

 

Houston Texans – New England Patriots 28:41

Gdyby nie dwie chwile dekoncentracji w drugiej I czwartej kwarcie oraz słaba obrona przeciwko akcjom powrotnym, należałoby uznać, że Patriots zagrali mecz idealny.

Przede wszystkim ogromne gratulacje należą się linii ofensywnej. Poza jednym sackiem na początku meczu, udało im się powstrzymać J.J. Watta, co wydawało się niemożliwe. Defensywny liniowy z Texasu miał jedynie minimalny wpływ na mecz. Jednocześnie utorowali drogę grze biegowej, w której Pats uzbierali 122 jardy.

Tradycyjnie świetny mecz rozegrał Tom Brady, który ma już na koncie 17 zwycięstw w play-offach w karierze, dzięki temu obejmując samodzielne prowadzenie w kategorii największej ilości zwycięstw w play-off jako podstawowy QB (Joe Montana ma 16). Dzięki znakomitej ochronie swojej linii ofensywnej spokojnie i z chirurgiczną precyzją rozmontował defensywę Texans.

Jednak niespodziewanym bohaterem okazał się Shane Vereen. Przez dwa lata swojej kariery RB uzbierał pięć TD. W niedzielę miał ich trzy. Jedno biegowe i dwa podaniowe. Zwłaszcza drugi TD podaniowy, po którym Houston stracił resztę woli walki, był chwytem najwyższej klasy. Swoją drogą zwróćcie uwagę na minę trenera Belichicka po tym zagraniu :)

Świetnie spisała się też defensywa, nawet podaniowa, która stanowiła pewien problem. Patriots udało się powstrzymać grę biegową Ariana Fostera oraz poważnie ograniczyć poczynania Matta Schauba.

Dzięki porażce Broncos Patriots niespodziewanie zagrają finałowy mecz AFC u siebie. Ravens to przeciwnik znacznie słabszy, ale jak udowodnili w sobotę, nie wolno ich lekceważyć, zwłaszcza, że będą pałali rządzą rewanżu za przegrany finał AFC w zeszłym sezonie.

Texans długo uznawani byli za najbardziej zbilansowany zespół ligi. Teraz jednak muszą się zastanowić co zmienić, by polepszyć drużynę. Inaczej pozostaną czołową ekipą, która nigdy nie sięgnie po ostateczny triumf. Matt Schaub to solidny podstawowy QB, ale czy na tyle dobry, by wygrać Super Bowl? Patrząc po tym, jacy rozgrywający triumfowali w ostatnich latach, na pewno nie. Do Brady’ego, Paytona Manninga, Rodgersa, Breesa, Roethlisbergera czy nawet Eli Manninga sporo mu brakuje.

piątek, 11 stycznia 2013

Żarty się skończyły. W grze pozostało już tylko osiem najlepszych w tym sezonie ekip. I o ile w AFC w przypadku Ravens można mówić, że to po prostu najlepsza z najgorszych, o tyle oba mecze w NFC zapowiadają się pasjonująco. Zapraszam na zapowiedź i moje typy. Jak zwykle gospodarz na drugim miejscu. W poprzedniej rundzie miałem bilans 3-1.

 

AFC

#4 Baltimore Ravens - #1 Denver Broncos (sobota, 16:30 ET, 22:30 CET)

To będzie ostatni mecz w karierze Raya Lewisa, bo o prostu nie widzę możliwości, żeby poobijani I znacznie słabsi niż w ostatnich latach Ravens przeciwstawili się Manningowi i spółce. Od porażki z Patriots 7 października, Broncos wygrali 11 meczów z rzędu. Fakt, że rywale nie byli najwyższych lotów, ale osiągnięcie to i tak robi wrażenie. Po drodze, 16 grudnia, zdemolowali z łatwością na wyjeździe Ravens.

Drużyna z Baltimore jest bez wątpienia najsłabszym zespołem, który dotarł do tej rundy. Obrona, która przez ostatnią dekadę była ich znakiem firmowym, mocno ucierpiała w tym sezonie na skutek kontuzji i starzenia się najważniejszych graczy. Ray Lewis i Lardarius Webb stracili większość sezonu z powodu kontuzji, Terell Suggs po operacji ścięgna Achillesa jest tylko cieniem samego siebie, podobnie jak Ed Reed. W tej sytuacji Ravens zaczęli mocniej polegać na swojej ofensywie, tyle tylko że zamiast złożyć jej ciężar na jednego z najlepszych running backów w NFL, Raya Rice’a, uparcie próbują grać podaniami. Joe Flacco jest solidnym starterem, ale w meczach z lepszymi drużynami trzeba czegoś więcej niż „solidny”, by na tym opierać swój plan ofensywny.

Tymczasem Payton Manning wrócił do znakomitej dyspozycji sprzed operacji szyi. Co ważniejsze, w Colts nigdy nie miał tak dobrej gry biegowej i obrony, co bardzo ułatwia mu życie. W defensywie szaleją Von Miller i Eric Dumervil, którzy wspólnie zaliczyli 29.5 sacka. Defensywa Broncos jest w tej kategorii zespołowo na pierwszym miejscu. To oznacza długi dzień dla Joego Flacco, na szczęście już w niedzielę będzie mógł zacząć pakować się na ryby.

Mój typ: Broncos

 

#3 Houston Texans - #2 New England Patriots (niedziela, 16:30ET, 22:30 CET)

Także ten mecz, podobnie jak spotkanie Ravens – Broncos, będzie jedynie prologiem, zapowiadające kolejne epickie starcie Manning vs Brady. Texans przez większość sezonu straszyli świetnym bilansem, ale na koniec powietrze zeszło z nich jak z napompowanego balonika. Co prawda wygrali pierwszy mecz w play-off, ale czym innym jest pokonanie po męczarniach u siebie Bengals, którzy zapomnieli zabrać na mecz swoją ofensywę, a czym innym pojechanie do Massachusetts i pokonanie rozpędzonej ofensywy Patriots na ich terenie. Houston grają najlepiej, gdy hula ich gra biegowa, co daje szansę Mattowi Schaubowi na większą swobodę w akcjach podaniowych. Jednak tegoroczna defensywa Patriots jest znacznie szczelniejsza od zeszłorocznej. Obrona przeciwko biegowi stała się ich specjalnością, co oznacza, że to Schaub będzie musiał wziąć na siebie lwią część ciężaru gry ofensywnej, a już z Bengals pokazał, że nie zawsze można na niego liczyć.

W tej sytuacji jedyną nadzieją Texans jest defensywa, a konkretnie J.J. Watt. Jeśli najlepszy obecnie obrońca w NFL wzbije się na absolutne wyżyny swoich możliwości, może zakłócić rytm gry Brady’ego i spółki na tyle, by znacznie słabsza ofensywa Texans spróbowała dotrzymać kroku.

Patriots, tak jak przez cały sezon, zapewne spróbują na początku otworzyć grę biegową i będą podkręcali tempo, starając się złapać nieprzygotowaną obronę rywala. To otworzy możliwość podań dla Brady’ego, który jak rzadko w tym sezonie będzie dysponował kompletem swoich reciverów. Jeśli linia ofensywna skutecznie podwoi Watta, Patriots nie powinni mieć problemu ze sprawnym przemieszczaniem się do pola punktowego Texans.

Tylko totalna katastrofa albo mecz życia Matta Schauba może zapobiec powtórce z 10 grudnia, kiedy Texans przegrali na Foxborough 42:14.

Mój typ: Patriots

 

NFC

#3 Green Bay Packers – #2 San Francisco 49ers (sobota, 20.00 ET, 02.00 CET)

Absolutnie najciekawszy mecz tej rundy. Naprzeciwko siebie staną dwie niezmiernie wyrównane, a jednocześnie kompletnie się od siebie różniące drużyny. Packers to nieustanna ofensywa powietrzna napędzana przez Aarona Rodgersa i jego najlepszy w lidze korpus wide reciverów. Z kolei 49ers to druga po Seahawks najlepsza defensywa w lidze, słynąca z wywierania ogromnej presji na rozgrywającego rywali.

Ofensywnie zespół z San Francisco przesunął ciężar nieco w stronę gry podaniowej odkąd na rozegraniu Alexa Smitha zastąpił Colin Kaepernick. Na pewno jest to quarterback bardziej dynamiczny, niekonwencjonalny, ale i skłonny do częstszych pomyłek, które będzie musiała wykorzystać defensywa Packers. Defensywa, która po powrocie Claya Matthewsa i Charlesa Woodsona spisuje się znacznie lepiej niż przez większość sezonu, ale którą wciąż nęka nierówna gra poszczególnych graczy. Jest to chyba najsłabsza defensywa spośród wszystkich pozostałych jeszcze w grze.

Packers będą musieli zrealizować dwie rzeczy, by marzyć o wywiezieniu zwycięstwa z Zachodniego Wybrzeża. Po pierwsze dziurawa linia ofensywna musi zagrać najlepszy mecz w sezonie i utrzymać Aldona Smitha (prawie 20 sacków w tym roku) z dala od Aarona Rodgersa, a defensywa musi zdławić świetną grę biegową 49ers i utrzymać Kaepernicka w kieszeni, gdzie jest mniej skuteczny.

Dla 49ers recepta jest jedna: dopaść Rodgersa. Powinien im to ułatwić powrót Justina Smitha po kontuzji. Jeśli zdołają ograniczyć poczynania Rodgersa, gra biegowa Packers nie powinna im zrobić krzywdy.

Mój typ: Packers, ale w tym meczu żaden wynik mnie nie zdziwi

 

#5 Seattle Seahawks - #1 Atlanta Falcons (niedziela, 13.00 ET, 19.00 CET)

Matt Ryan: pięć sezonów, czwarty raz w play-off, jego dotychczasowy bilans w postseason: 0-3.

Russel Wilson: pierwszy sezon, pierwszy awans do play-off, pierwsze zwycięstwo w play-off w pierwszym meczu.

Jak do tej pory Matt Ryan i Falcons, od kilku lat na szczycie ligi, stają się inną drużyną, gdy przychodzi do gry w play-offach. Ryan ma przed sobą trudne zadanie: musi udowodnić całemu światu, ze nie nawala w najważniejszych momentach, do tego zrobić to w niezwykle trudnym meczu.

Naprzeciwko Falcons staną Seattle Seahawks, największa pozytywna niespodzianka tego sezonu. Drużyna ta nabiera rozpędu z każdym meczem, a ich rozgrywający debiutant gra jak weteran. Najlepsza obrona NFL może mocno utrudnić życie Ryanowi i jego reciverom, a gry biegowej Falcons za bardzo nie mają. Trudno też znaleźć kogoś, kto zdołałby zatrzymać RB z Seattle, Marshawna Lyncha.

Falcons mają najlepszy bilans w całej lidze w sezonie zasadniczym, jednak nietrudno zauważyć, że mieli najłatwiejszy terminarz w lidze. Oczywiście nie można ich lekceważyć, niezależnie od układu spotkań wygranie 13 meczy w sezonie zasadniczym to godne uwagi osiągnięcie. Niemniej jednak cały sezon podkreślałem, że nie wierzę w sukces Falcons w play-off i póki nie pokonają kogokolwiek w postseason nie zacznę traktować ich poważnie.

Mój typ: Seahawks

wtorek, 08 stycznia 2013

Trzeci tytuł mistrzowski w ciągu czterech lat. Drugi z rzędu po raz pierwszy odkąd istnieje BCS (czyli od 1999 r.). Siódmy tytuł z rzędu dla konferencji SEC.

Tegoroczne osiągniecie Alabamy jest wyjątkowe pod wieloma względami. Poza jednym. Znów byli absolutnie bezkonkurencyjni w najważniejszym meczu sezonu. W zeszłym roku nie pozwolili LSU na zdobycie nawet jednego punktu. W tym Notre Dame po raz pierwszy dotarła do pola punktowego Alabamy, gdy było już po wszystkim.

Do przerwy było 28:0. Skończyło się na 42:14. Eddie Lacy przebiegł 140 jardów, zdobył dwa przyłożenia (jedno biegowe, jedno po złapanym podaniu) i został MVP spotkania. A.J. McCarron podał na 264 jardy i 4 TD. Linebacker Notre Dame i finalista Nagrody Heismana, Manti Te’o mógł tylko bezradnie patrzeć, jak ofensywa Alabamy zmiata z powierzchni ziemi jego defensywę, która pozwoliła rywalom na zdobycie najmniejszej ilości punktów w całej FBS (najwyższej dywizji footballu akademickiego).

Ekipa Notre Dame, do tej pory niepokonana, została zdominowana absolutnie w każdym elemencie gry. Ich akcje biegowe przynosiły niespełna dwa jardy na próbę, w sumie 32  w całym meczu. Defensywa została zmieciona przez potężną linię ofensywną Szkarłatnego Przypływu. W połowie czwartej kwart było już 35:0. To oznaczało, że Alabama w trzech swoich ostatnich meczach o mistrzostwo NCAA zdobyła 69 punktów bez odpowiedzi rywala i nie pozwoliła przeciwnikom na zdobycie jakichkolwiek punktów przez 110 minut. Niemal pełne dwa mecze! W spotkaniach dwóch najlepszych akademickich ekip z kraju!

Ugruntowali też dominację konferencji SEC. Alabama, Floryda z Timem Tebow i Auburn z Camem Newtonem wzięły siedem ostatnich tytułów mistrza kraju. Całą reszta Stanów ma tego dość, ale nie jest w stanie zagrozić konferencji południowo-wschodniej.

Alabama straci cześć swojej mistrzowskiej ekipy. Do NFL na pewno trafi Lacy i kilku czwartoroczniaków z linii ofensywnej. Być może też część obrony. Ale po zeszłorocznym mistrzostwie, Alabama wysłała do NFL aż ośmiu zawodników, z czego czterech wzięto w  pierwszej rundzie draftu. A mimo to powtórzyli swój sukces. W przyszłym roku tez mają na to spore szanse.

Kto może im pokrzyżować plany? Pewnie Johnny Manziel, który raz ich już pokonał. Zdobywca nagrody Heismanna z Texas A&M poprowadził swoją uczelnię do pewnego zwycięstwa w Cotton Bowl nad Oklahomą State. Manziel zanotował statystyki jak z innej planety: 287 jardów i 2 TD podaniami, 229 jardów i 2 TD biegiem. A przypominam, że to był dopiero jego pierwszy rok w akademickim footballu.

Z innych ciekawych Bowls, #3 Foryda niespodziewanie uległa #21 Louisville 33:23 w Sugar Bowl, a #4 Oregon nadspodziewanie łatwo rozprawił się z #5 Kansas State, wygrywając Fiesta Bowl 35:17.

poniedziałek, 07 stycznia 2013


Dla polskich fanów NFL miniony weekend był pierwszym z serii nieprzespanych. Zaczęły się play-offy, czas w roku, kiedy żal przegapić jakikolwiek mecz, nawet taki, który kończy się o 5.30 rano naszego czasu. Niestety pierwsza runda trochę rozczarowała. Nie mieliśmy żadnej większej niespodzianki, play-offy w AFC stoją jak na razie na bardzo niskim poziomie, a w NFC Vikings poddali się właściwie bez walki. Acha, a ja wytypowałem prawidłowo wyniki trzech z czterech meczy ;)

 

Seattle Seahawks - Washington Redskins 24:14

Od początku wiele oczekiwano po tym spotkaniu i słusznie. Mecz okazał się bardzo emocjonujący, choć niestety nie tylko ze względów czysto sportowych.  Decydującym momentem była końcówka pierwszej kwarty. Kwarty, na którą Redskins wyszli świetnie przygotowani taktycznie i zaskoczyli gości z zachodniego wybrzeża. Presja na Russela Wilsona zatkała ofensywę Seahawks, a Alfred Morris i RG3 z łatwością rozbijali najlepszą w sezonie zasadniczym defensywę Seattle.

W ostatnich minutach pierwszej części gry gospodarze prowadzili 7:0 i byli w Red Zone rywala. Wówczas Griffin źle stanął i naruszył uszkodzone kilka tygodni wcześniej więzadła w kolanie. Co prawda zdołał jeszcze w następnej akcji podać na TD i wyprowadzić swój zespół na prowadzenie 14:0, ale od tej chwili stał się cieniem nawet nie samego siebie, a cieniem Marka Sancheza. Kuśtykający rozgrywający Redskins przez kolejne 2,5 kwarty podał zaledwie na 18 jardów, INT i stracił jedno fumble.

Pytanie brzmi czy Mike Shanahan nie powinien ściągnąć Griffina z boiska. Moim zdaniem powinien pozwolić mu zostać na jedną-dwie serie. Wówczas wszyscy na stadionie poza Shanahanem i RG3 wiedzieli już, że QB Redskins nie tylko nie pomaga, ale wręcz przeszkadza swojemu zespołowi. Należało go zdjąć z boiska, zwłaszcza, że gospodarze dysponowali wartościowym zmiennikiem dla swojego rozgrywającego - Kirkiem Cousinsem.

RG3 ostatecznie zszedł z boiska w połowie trzeciej kwarty, gdy w jednej z akcji noga ugięła się pod nim w naprawdę makabrycznie wyglądający sposób. Wprowadzony w jego miejsce Cousins w desperacji próbował zrobić coś z niczego, ale pod wpływem tego ciosu i presji obrony gości cała drużyna Redskins zawaliła się.

Co ciekawe do początku czwartej kwarty defensywa Washingtonu trzymała zespół w grze, mimo że ofensywa utknęła w miejscu. Nawet na jeden jard od własnego pola punktowego potrafili wymusić stratę Marshawna Lyncha. Jednak ostatecznie Lynch i Wilson przeważyli i to Seahawks zagrają w drugiej rundzie play-offów. Jadą do Atlanty na mecz z mającymi najlepszy bilans w NFC Falcons, ale absolutnie nie można ich skreślać.

 

Minnesota Vikings - Green Bay Packers 10:24

Jeszcze zanim zawodnicy wyszli na boisko w Green Bay, wynik był już właściwie przesądzony. Rozgrywający gości, Christian Ponder, musiał znieść mnóstwo krytyki, najczęściej zasłużonej. Jednak fani Vikings przekonali się, że przy swoim zmienniku, Joe Webbie, Ponder to prawdziwa gwiazda.

Tuż przed meczem okazało się, że Ponder nie zagra. Relacje co do przyczyny urazu łokcia są różne, jedni mówią o ogromnym krwiaku, inni twierdzą, że to zapalenie torebki stawowej. Jednak wszyscy obserwatorzy zgodnie twierdzili, że Ponder nie był w stanie wykonywać najprostszych podań. Niestety dla Vikings, zdrowy Webb też nie.

W tej sytuacji gościom pozostał tylko niezawodny Adrian Peterson, ale Packers nie tylko wiedzieli, że mogą skupić na nim swoje wysiłki, ale dodatkowo odzyskali Charlesa Woodsona, który zawsze znajdował się tam, gdzie był najbardziej potrzebny. Ponadto defensywa odwaliła kawał dobrej roboty, ustawiając szczelną zaporę i nie pozwalając Petersonowi uciekać po skrzydłach. W efekcie running back Minnesoty zdobył tylko 99 jardów (w poprzednich dwóch meczach z Packers ponad 400), z czego około 1/3 w końcówce, gdy wynik był już przesądzony.

W najbliższy weekend Packers jadą do San Francisco na mecz z 49ers. Zapowiada się pasjonująca konfrontacja, której zwycięzca z miejsca stanie się głównym kandydatem do wygrania NFC.

 

Cincinnati Bengals - Houston Texans 13:19

Gdyby Bengals zabrali ze sobą na ten mecz ofensywę, pewnie wywieźliby z Texasu zwycięstwo, tak jak prorokowałem w piątek. Niestety Andy Dalton i A.J. Green zagubili się gdzieś po drodze, a na boisko wyszły ich średnio udane podróbki.

Texans także nie imponowali w ofensywie, ale ich defensywa nie pozwalała rywalom na wiele. J.J. Watt tradycyjnie siał spustoszenie, a gdy linia ofensywna rywali go podwajała, robili to za niego koledzy. Inna sprawa, że Bengals niespecjalnie im to utrudniali.

QB Texans, Matt Schaub, wygrał swój debiut w play-offach, ale niewiele w tym jego zasługi. Ofensywę Teksańczyków ciągnął przez cały mecz znakomity RB Arian Foster i to jemu Texans zawdzięczają bilety do Nowej Anglii na najbliższy weekend. Nie sądzę jednak, by byli w stanie zrobić coś poza zwiedzeniem Bostonu. Na pewno nie w tej formie.

 

Indianapolis Colts - Baltimore Ravens 9:24

W Baltimore skończyła się niesamowita podróż Colts w wersji 2012. Okazało się, że Andrew Luck to za mało, zwłaszcza, że nikt nie potrafił pokryć Antwana Boldena. Rozgrywający Ravens, Joe Flacco, rzucał piłki w okolice swojego recivera, a ten łapał absolutnie wszystko. Do tego doszedł szalejący w akcjach biegowych Ray Rice i defensywa Colts była ugotowana. W ofensywie stać ich było tylko na trzy field goale, głównie za sprawą Raya Lewisa. "Oryginal Raven" zapowiedział zakończenie kariery i rozegrał swój najprawdopodobniej ostatni mecz w Baltimore po tym, jak z powodu kontuzji stracił pół sezonu. W niedzielę był dosłownie wszędzie. Zaliczył 13 tackles i  był najlepszym graczem defensywy w tym spotkaniu.

W weekend Ravens jadą do Denver na spotkanie z trupą Paytona Manninga. Nie widzę możliwości, by mu specjalnie zagrozili.

 

Zapraszam na bloga w piątek na analizę par drugiej rundy play-off.

sobota, 05 stycznia 2013

Dwanaście ekip szykuje się do zaczynających się dziś play-offów, ale pozostałe dwadzieścia myśli już o kolejnym sezonie. "Czarny Poniedziałek" przyniósł zwolnienia trenerów w kilku ekipach NFL, a obecnie z każdym dniem wiemy coraz więcej o potencjalnych następcach.

Najważniejszą zmianą było wylanie Andy'ego Reida z funkcji trenera Philadelphia Eagles. Reid był najdłużej pracującym w jednym klubie głównym trenerem (czyli nie koordynatorem lub asystentem). Trenował Eagles przez 14 sezonów. Z drużyny permanentnie słabej uczynił jedną z czołowych ekip NFL. Za jego kadencji Eagles wygrali ponad 60% meczy, zagrali dziewięć razy w play-off, zdobyli sześć tytułów mistrzowskich w NFC East, pięć razy zameldowali się w meczu o mistrzostwo NFC i raz w Super Bowl (2005, przegrali z Patriots).  Reid bez wątpienia dał klubowi stabilizację i uczynił z nich liczącą się siłę, ale nigdy nie zdołał wygrać mistrzostwa i wielu komentatorów zarzucało mu, że jego drużyny zawodzą w najważniejszych momentach.

Reid został zwolniony z funkcji trenera po dwóch sezonach bez awansu do play-offów. W zeszłym roku jego ekipa została ochrzczona "Dream Teamem" ze względu na spektakularne zakupy graczy w przerwie międzysezonowej, jednak nie zdołała nawet wejść do play-offów. W tym roku, mimo wielkich oczekiwań, Eagles wygrali jedynie 4 spotkania.

Reid był bezrobotnym niecały tydzień. W piątek Kansas City Chiefs oficjalnie potwierdzili, że podpisali pięcioletni kontrakt z Reidem. Przed korpulentnym szkoleniowcem niezmiernie trudne zadanie, bowiem Chiefs mieli najgorszy bilans w lidze w tym sezonie (2-14). W tegorocznym drafcie Chiefs będą wybierali z numerem 1, ale wśród kandydatów do naboru nie widać jednego gracza, który potrafiłby odmienić losy drużyny w takim stopniu jak w tym roku Andrew Luck czy RG3.

Tymczasem Eagles rozglądają się po rynku. Wśród kandydatów do pracy na wschodnim wybrzeżu wymienia się Bruce'a Ariansa, koordynatora ofensywy Colts i Mike'a McCoya, koordynatora ofensywy z Denver.

Wiadomości z innych ekip w kolejności alfabetycznej:

 

Arizona Cardinals

Cardinals zaczęli od czterech zwycięstw z rzędu, ale potem przegrali kolejnych jedenaście meczy. Trener Ken Wisenhurst został zwolniony głównie dlatego, że nie potrafił rozwiązać sytuacji na pozycji QB. Gdyby Cardinals posiadali cokolwiek podobnego do rozgrywającego, mogliby włączyć się do walki o play-offy.

Wśród kandydatów na nowego szkoleniowca na arizońskiej pustyni wymienia się Todda Haleya (koordynatora ofensywy Steelers), Roya Hortona (dotychczasowego koordynatora defensywy Cardinals) i Mike'a McCoya (koordynatora ofensywy Broncos).

 

Bufflo Bills

Bills zwolnili Chana Gaileya po trzech sezonach, podczas których nie potrafił ani razu wypracować dodatniego bilans. Wśród potencjalnych następców wymieniani są wspomniani wyżej Horton i McCoy oraz Lovie Smith, były trener Chicago Bears.

 

Chicago Bears

Bears zwolnili Smitha po sezonie, w którym zanotowali bilans 10-6, ale nie zdołali zakwalifikować się do play-offów. Przez dziewięć lat Smith tylko trzy razy awansował do play-offów. Stworzył jedną z najlepszych defensyw w lidze, która doprowadziła Chicago do Super Bowl w 2007 r., ale ofensywa była permanentnie słaba.

Bears przymierzają się do koordynatora ofensywy z Indianapolis, Bruce'a Ariansa (który pod nieobecność walczącego z białaczką Chucka Pagano pełnił przez większą część sezonu obowiązki głównego trenera) oraz ofensywnych koordynatorów Saints, Pete'a Carmichaela i Packers, Toma Clementsa.

 

Cleveland Browns

Browns to od swojego powrotu do ligi w 1999 r. ekipa permanentnie słaba, jednak zwolnienie trenera ma niewiele wspólnego z wynikami. Przed sezonem drużynę kupił Jimmy Haslem, jednak wówczas było już za późno na poważne zmiany. Teraz nowy właściciel zaczął instalować na najważniejszych pozycjach w klubie swoich ludzi.

Podobno Browns ustalili już warunki kontraktu z Chipem Kellym, który w kilka lat zmienił uniwersytecką ekipę Oregonu w jeden z najbardziej kreatywnych i skutecznych ofensywnie zespołów w NCAA.

 

San Diego Chargers

Po kilku latach permanentnych rozczarowań Chargers zdecydowali się wreszcie pożegnać z Norvem Turnerem. Na razie Chargers rozmawiają z Loviem Smithem (zwolnionym z Bears) i Brucem Ariansem (koordynator ofensywy Colts).

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10