Kategorie: Wszystkie | ABC futbolu amerykańskiego | NCAA | NFL | O mnie | PLFA | inne
RSS
wtorek, 19 lutego 2013

Przerwa międzysezonowa będzie bardzo ważnym momentem dla Patriots. Kilku ważnym graczom kończą się kontrakty, a secondary potrzebuje wzmocnień.

 

Wolni agenci

Niewątpliwie najważniejszym graczem bez kontraktu jest WR Wes Welker. Zawodnik ten od lat jest jednym z pewniejszych punktów ofensywy Patriots. Z drugiej strony ma już niemal 32 lata, a chciałby długiego, wysokiego kontraktu. Przed poprzednim sezonem nie doszedł do porozumienia z klubem i otrzymał franchise tag (klub zastrzega sobie jednego ze swoich graczy i podpisuje z nim roczny kontrakt w wysokości wyliczanej ze specjalnego wzoru). Jednak drugi franchise tag z rzędu jest o 20% wyższy niż pierwszy, więc kompletnie nieopłacalny dla klubu. Stawiałbym na to, że Welker w końcu odejdzie, jednak bez Toma Brady’ego w nowym zespole nie będzie już tak skuteczny.

Drugim kluczowym graczem, który ma wolną rękę w negocjacji nowego kontraktu jest Sebastian Vollmer, podpora linii ofensywnej z prawej strony.  Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby Patriots dali mu odejść, choć podatność Vollmera na kontuzje sprawi zapewne, że czekają nas długie negocjacje.

Trzecim jest Aqib Talib, właściwie jedyny cornerback w składzie, który jest w stanie rywalizować jeden na jeden z najlepszymi reciverami w lidze, a jego wartość dla Pats najlepiej było widać w finale AFC, gdy doznał kontuzji. Talib został pozyskany w połowie sezonu i ma bogatą historię mało chlubnych wyskoków i konfliktów z prawem. Wydaje mi się jednak, że Patriots powinni zaryzykować i podpisać z nim kontrakt.

Kontrakty skończyły się połowie secondary, jednak Kyle Arrington i Patrick Chung nie są graczami tej klasy, by zatrzymywać ich za wszelką cenę. Odejść mogą również dwaj miniaturowi gracze do zadań specjalnych: Julien Edelman i Dany Woodhead, jednak obaj świetnie pasują do filozofii Billa Belichicka, a przy tym nie są zbyt drodzy, więc zapewne zostaną w Massachusetts.

 

Potrzeby drużyny

Patriots to drużyna, której szansa na mistrzostwo błyskawicznie ucieka, głównie ze względu na wiek Toma Brady’ego. Quarterback ma już 36 lat i przed sobą jeszcze maksymalnie 2-3 sezony gry na wysokim poziomie. To oznacza, że Patriots po pierwsze muszę ściągać zawodników, którzy przydadzą im się od zaraz, a po drugie zastanowić się czy Ryan Malett jest następcą Toma Brady’ego czy powoli powinni szukać kogoś innego. Wydaje się, że nie ma co szukać nowego rozgrywającego w ubogim pod tym względzie tegorocznym drafcie, skoro są znacznie pilniejsze potrzeby.

Przede wszystkim jak co roku trzeba przebudować secondary. Zakładając, że zostanie Aquib Talib, a Alphonso Dennard będzie rozwijał się w takim tempie jak w swoim debiutanckim sezonie, warto zainwestować w pozycję safety, czy to w drafcie, czy na rynku wolnych agentów. Do wzięcia najprawdopodobniej będzie Ed Reed, który co prawda starzeje się, ale wciąż jest jednym z najlepszych na tej pozycji. Warto dołożyć mu jakiegoś szybszego i dynamiczniejszego partnera (Devin McCourty jeśli ustabilizuje formę?). Dodatkowo za nieduże pieniądze będzie zapewne można pozyskać Charlesa Woodsona, który nie nadaje się raczej na pełnowymiarowego startera, ale jako nickel back (dodatkowy piąty gracz secondary w niektórych sytuacjach) wciąż może mieć dużą wartość.

Jeśli chodzi o inne pozycje to wzmocnienia na pewno wymagać będzie korpus wide reciverów, zwłaszcza jeśli Pats nie dogadają się z Wesem Welkerem. Raczej nie ma co myśleć o Gregu Jenningsie, bo pewnie będzie chciał tych samych pieniędzy, a jest bardziej podatny na urazy, więc lepiej zatrzymać Welkera.  W drafcie jest cała masa reciverów, którzy może nie są elitą, ale powinni być całkiem solidnym uzupełnieniem składu.

Trzeba jednak pamiętać, że Patriots będą mieli w drafcie ograniczone pole manewru, bo ze względu na wcześniejsze transfery dysponują tylko wyborami w pierwszych trzech rundach i dwoma w siódmej. Oczywiście Bill Belichick może na przykład oddać wybór w pierwszej rundzie w zamian za więcej wyborów w dalszych rundach, ale to zawsze ryzyko. Tym ważniejsze będą decyzje na rynku wolnych agentów, a  ten rusza już 12 marca.

sobota, 16 lutego 2013

Całe szczęście w klubie wciąż jest Aaron Rodgers, a póki jego nie zabraknie, z Packers muszą się liczyć wszyscy.

Dwa lata z rzędu Packers byli wymieniani w gronie głównych kandydatów do mistrzostwa NFL i drugi raz z rzędu musieli obejść się ze smakiem. Wygląda na to, że nadszedł czas na głębsze zmiany.

 

Wolni agenci

Z klubu na pewno odejdą dwaj kluczowi w ostatnich latach zawodnicy. Gregowi Jenningsowi skończył się kontrakt. Zdrowy Jennings był w ostatnich latach niekwestionowanym reciverem numerem jeden. Problem polega jednak na tym, że będzie chciał dużych pieniędzy za przedłużenie kontraktu, których Packers na pewno mu nie zaoferują, tym bardziej, że w zeszłym roku stracił pół sezonu z powodu kontuzji. Zwłaszcza, że dopóki w drużynie jest Aaron Rodgers to nawet przeciętni reciverzy wyglądają na całkiem dobrych (patrz James Jones). Packers wciąż mają w składzie Randalla Cobba, Jordiego Nelsona i wspomnianego wcześniej Jonesa. Dokładając do tego kogoś w późniejszych rundach draftu (który na tej pozycji jest dość bogaty) mogą mieć bardzo dobry korpus reciverów za małe pieniądze, które przydadzą się gdzie indziej. Mimo że negocjacje z wolnymi agentami będzie można rozpocząć dopiero 12 marca, Jennings sprzedał już swój dom w Green Bay, co dobitnie świadczy, że nie spodziewa się przedłużenia kontraktu.

W piątek 15 lutego klub rozwiązał kontrakt z Charlesem Woodsonem. Woodson grał tu od 2006 r. i odwalił kawał dobrej roboty jako cornerback, a w zeszłym roku safety. Niestety ma już 36 lat i nie jest wart 10 milionów dolarów, które obciążałyby salary cap Packers (choć on otrzymałby z tego tylko 9 mln, salary cap w NFL jest jeszcze bardziej skomplikowane niż polski VAT). Charles zapewne znajdzie gdzieś jakiś klub, ale za dużo mniejsze pieniądze.

Zastrzeżonymi wolnymi agentemi są ważny punkt linii ofensywnej, Evan Detrich-Smith oraz cornerback Sam Shield. Temu drugiemu kończy się kontrakt debiutanta, ale wobec odejścia Woodsona zapewne podpisze z Packers nową umowę. Kontrakty kończą się również Ericowi Waldenowi, ważnemu graczowi linii defensywnej oraz trzem linebackerom, choć żaden z nich nie pełnił pierwszoplanowej roli w zespole.

Nie sądzę, by w klubie chciano zatrzymać RB Cedricka Bensona, niepewna jest też przyszłość innego biegającego, Ryana Granta.

 

Negocjacje kontraktowe

Packers po zwolnieniu Woodsona są niespełna 20 milonów dolarów pod granicą salary cap. Ważnym pytaniem jest co stanie się z TE Jarmichaelem Finleyem, który pobiera drugą najwyższą pensję w klubie po Aaronie Rodgersie, co jest absolutnie nieusprawiedliwione jego dokonaniami na boisku, gdzie spisuje się w najlepszym razie nierówno. Co ważne, można go zwolnić z minimalnymi szkodami dla klubowego budżetu i niemal 8-milionowym zyskiem dla poziomu salary cap (który wyniesie w przyszłym roku nieco ponad 121 mln. dol.).

Duża część tego wolnego miejsca zostanie poświęcona na renegocjację trzech kontraktów. Aaronowi Rodgersowi, Clayowi Matthewsowi i B.J. Radjiemu pozostał już tylko rok kontraktu. Władze klubu chcę wynegocjować z całą trójką nowe kontrakty, co pozwoli uniknąć negocjacji z nimi, gdy staną się wolnymi agentami w marcu 2014 r. Oznacza to jednak podwyżki dla całej trójki, zwłaszcza dla Rodgersa, który będąc jednym z najlepszych rozgrywających w NFL opłacany jest jak przeciętny quarterback. Także Radji i Matthews, którym kończą się debiutanckie kontrakty, będą chcieli podwyżek.

 

Potrzeby drużyny

Przede wszystkim potrzebne są wzmocnienia w linii ofensywnej, która była jedną z najsłabszych w lidze. Brakuje także dynamicznego running backa, a wzmocnień desperacko potrzebuje secondary.

Packers należą do klubów, które rzadko podpisują kontrakty z wielkimi nazwiskami. Wolą raczej wybierać młodych zawodników w drafcie i pracować z nimi, stopniowo wprowadzając do drużyny. Wątpliwe jednak, by wszystko udało się załatwić przez draft.

Stosunkowo najłatwiej będzie z linią ofensywną, gdzie w tym roku w drafcie można oczekiwać wielu interesujących graczy. Od lat każdy draft obfituje w uzdolnionych running backów, nawet  w dalszych rundach, co pokazał tegoroczny przypadek Alfreda Morrisa.

Dziury w obronie, zwłaszcza w secondary będą nieco trudniejsze do załatania. Klub może odpuścić branie w drafcie running backa, podpisać kontrakt z Ryanem Grantem i spróbować zbudować lepszą linię ofensywną, licząc, że ze wsparciem kolegów Grant i james Starks mogą stanowić większe zagrożenie. Zaoszczędzony wybór w drafcie można wykorzystać na większe wsparcie dla B.J. Radjiego w linii defensywnej lub jakąś świeżą krew na środku korpusu linebackerów.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Dzisiejszy wpis, wielokrotnie zapowiadany, poświęcę zawodnikowi, dla którego ostatnie Super Bowl było ostatnim meczem w karierze. Zawodnikowi, który stał się symbolem swojego klubu i żywą legendą footballu amerykańskiego. A jednocześnie zawodnikowi, za którym ciągnie się cień jego niejasnej i dramatycznej przeszłości.

 

Wszystko zaczęło się w połowie lat 90-tych ubiegłego stulecia, gdy Art Modell, właściciel ówczesnych Cleveland Browns, zapragnął przenieść zespół do Baltimore. Browns byli jednym z najstarszych i najbardziej zasłużonych klubów ligi, więc władze NFL nie chciały na to przystać. W końcu osiągnięto kompromis. Modell mógł przenieść swój zespół ze wszystkimi graczami i sztabem szkoleniowym, ale formalnie nie byli oni kontynuatorami starych Cleveland Browns, a zupełnie nowym zespołem. Tradycje Browns kontynuuje obecny zespół, stworzony kilka lat później od zera.

Pierwszym wydarzeniem ligowym, w którym zespół Modella wziął udział jako Baltimore Ravens, był draft 1996 r., w którym dysponowali 26. wyborem. Z 27. numerem wybierali Green Bay Packers. Byli zdecydowani wziąć linebackera z Uniwersytetu Miami, Raya Lewisa. Kiedy z 25 numerem Philadelpia Eagles wybrali OT Jermane'a Mayberry'ego, włodarze Packers przygotowali kartkę z nazwiskiem Raya Lewisa, by przekazać ją komisarzowi, gdy nadejdzie ich pora. Jednak ich szyki pokrzyżował Modell i jego Ravens.

Dziś trudno uwierzyć, że wybór Lewisa mógł budzić jakiekolwiek kontrowersje, jednak w 1996 r. skauci nie byli przekonani co do wartości tego gracza. Owszem, nikt nie kwestionował jego inteligencji i woli walki, ale obawiano się, że jest zbyt mały, by poradzić sobie na pozycji środkowego linebackera, którego głównym obowiązkiem jest powstrzymywanie szarżujących running backów. Przy okazji gracze z tej pozycji byli i są nadal uważani za jeden z mniej ważnych komponentów defensywy, co jest o tyle ciekawe, że z reguły to oni mają na kasku zieloną kropkę, oznaczającą gracza (jednego w obronie i jednego w ataku), który ma wbudowany w kask odbiornik radiowy, pozwalający komunikować się ze sztabem trenerskim.

Wróćmy jednak do Raya Lewisa. Już w pierwszym sezonie miał 110 zatrzymań (tackles), dokładając do tego 2.5 sakca i jeden przechwyt. W kolejnym liczba zatrzymań wzrosła do 184, co jest drugim najlepszym pod tym względem wynikiem w historii ligi. Szybko okazało się, że Ray Lewis wszystkie braki w rozmiarze nadrabia z nawiązką niesamowitym sercem do gry i instynktem, który pozwalał mu być zawsze we właściwym miejscu o właściwym czasie. Nowi Ravens stali się postrachem koordynatorów ofensywy w całej lidze, a ich obrona najlepszą od czasów pamiętnej formacji Chicago Bears z lat 80-tych. Jednak ich ofensywa wciąż niedomagała i Ravens nie byli w stanie wygrać Super Bowl.

 

I wówczas zdarzyła się tragedia, która zmieniła na zawsze życie Raya Lewisa. Już wcześniej jego pozaboiskowe życie nie mogło służyć za wzór (ma szóstkę dzieci z czterema różnymi kobietami), ale do tej pory trzymał się z dala od kłopotów. Po Super Bowl w 2000 r. Ray Lewis z grupą znajomych udał się do baru w Atlancie. Doszło tam do bójki, w której dwóch młodych ludzi zginęło zasztyletowanych. W bójce brała udział grupa Lewisa (najprawdopodobniej zostali zaatakowani), która po zdarzeniu uciekła z miejsca zdarzenia, a ich samochód został ostrzelany.

W śledztwie Lewis został oskarżony o zabójstwo. Nikt jednak nie był w stanie udowodnić, że zadał jakiekolwiek ciosy, ani nawet, że brał czynny udział w bójce, choć nie ulega wątpliwości, że był przy niej. W efekcie Lewis poszedł na ugodę z wymiarem sprawiedliwości. Dostał wyrok w zawieszeniu za utrudnianie śledztwa (udowodniono mu, że namawiał towarzyszy do milczenia) w zamian za zeznania przeciwko swoim kolegom. Potem rodziny zamordowanych wytoczyły mu proces cywilny, w którym poszedł na ugodę i zapłacił im nieznaną kwotę.

Lewis mógł więc wrócić na boiska, jednak łatka mordercy ciągnęła się za nim przez wiele następnych lat i do dziś wiele osób wypomina mu to wydarzenie. Jednak nawet padające z trybun obelgi nie potrafiły zatrzymać Raya Lewisa. Wręcz przeciwnie, jeszcze go mobilizowały.

 

Rok po wydarzeniach w Atlancie Ravens sięgnęli po upragniony tytuł mistrzowski, a Ray Lewis został drugim (i jak na razie ostatnim) linebackerem w historii, który został MVP Super Bowl.

W następnych latach Lewis ugruntował swoją pozycję jako być może najlepszego środkowego linebackera w historii tego sportu, a Ravens bezsprzecznie dysponowali najlepszą defensywą ubiegłej dekady. Stali się ekipą grającą ostro, często nawet brutalnie, a ich pojedynki z uwielbiającymi fizyczny football Pittsburgh Steelers stały się najchętniej oglądaną rywalizacją w NFL. W środku tego wszystkiego zawsze był Ray Lewis. Twarzą drużyny z reguły jest quarterback. W Baltimore symbolem niezmiennie pozostawał Lewis, który trwał, w przeciwieństwie do korowodu rozgrywających, który skończył się dopiero po wybraniu w drafcie Joego Flacco w 2008 r.

Przed ostatnim sezonem pojawiły się plotki, że Lewis może przejść na emeryturę. Faktycznie, dopadły go lata, zwolnił, stał się mniej efektywny, nie siał już takiego postrachu. Jednak nadal był mentalnym liderem tej drużyny i marzył o jeszcze jednym tytule mistrzowskim. W sezonie zasadniczym zagrał zaledwie sześć meczy, potem doznał poważnej kontuzji tricepsa. Wrócił na play-off, ale zapowiedział, że po nich kończy karierę. Jego koledzy z drużyny zapewniali, że wygrają dla niego. Ravens zagrali w play-offach cztery mecze, trzy poza własnym stadionem. Właściwie w żadnym, poza pierwszym, nie byli faworytem. W wygraniu z Denver Broncos pomogły im żenujące błędy rywali. Jednak potem byli po prostu lepsi od przeciwników.

Ray Lewis w Super Bowl zagrał słabo. Był zbyt wolny, za słaby i nie potrafił zdominować gry jak za najlepszych lat. Jednak we wcześniejszych meczach miał ogromny wkład w zwycięstwa. Po ostatecznym triumfie cieszył się jak dziecko, a koledzy właśnie jemu zadedykowali ten tytuł.

Lider Ravens był ostatnim graczem, który pamiętał pierwszy sezon drużyny w Baltimore. Ravens pochowali też Arta Modella, który zmarł we wrześniu 2012 r. Jednak życie toczy się dalej. Modell stworzył drużynę, która zdobyła dwa tytuły mistrzowskie w dwanaście lat, a Ray Lewis stał się jej duszą.

Lewis na pewno zamelduje się w Canton, gdzie stoi Galeria Sław NFL i to być może już za pięć lat, gdy tylko będzie można mu ten zaszczyt przyznać. Bez wątpienia to na nim wzorują się wszyscy młodzi gracze na tej pozycji.

W swojej karierze w 228 meczach zaliczył ponad 2000 zatrzymań, przeszło 41.5 sacka i 31 przechwytów. Jest jedynym graczem w historii ligi, który zaliczył w ciągu swojej kariery 40 sacków i 30 przechwytów. Ustanowił praktycznie wszystkie możliwe rekordy statystyczne na pozycji środkowego linebackera. Choć nigdy nie kibicowałem Ravens, to jednak Raya Lewisa będzie mi brakowało. Bez niego rywalizacja Patriots z Ravens nie będzie już miała tego samego smaczku.

czwartek, 07 lutego 2013

Jeden z najlepszych reciverów w historii Green Bay Packers oficjalnie przeszedł na emeryturę podczas wczorajszej ceremonii w atrium Lambou Field, na której obecnych było przeszło tysiąc fanów. Jest pierwszym graczem w historii klubu uhonorowanym w ten sposób.

Donald Driver przyszedł do Green Bay w 1999 r., gdy został wybrany w siódmej rundzie draftu. Przez trzy pierwsze lata grywał głownie w special teams, jednak od 2002 r. stał się reciverem numer 1 w ofensywie prowadzonej przez Bretta Favre’a, a potem Aarona Rodgersa. W latach 2004-2009 zanotował sześć sezonów z rzędu, w których złapał podania na ponad 1000 jardów.

W ostatnich sezonach jego rola w ofensywie została mocno ograniczona, a w tym sezonie był dopiero piątym reciverem. W 13 meczach złapał 8 podań na 77 jardów i 2 TD.

Karierę skończył jako rekordzista klubu pod względem ilości złapanych podań i zdobytych jardów podaniowych (743 złapanych podań na 10 137 jardów i 61 TD).

 

Prywatnie Donald Driver to zaangażowany filantrop, mający własną fundację dla dzieci, autor trzech książeczek dla maluchów i… zwycięzca zeszłorocznej edycji amerykańskiego Tańca z Gwiazdami.



poniedziałek, 04 lutego 2013

Na początku trzeciej kwarty wydawało się, że Super Bowl XLVII przejdzie do historii jako jedno z najbardziej jednostronnych. Jednak późniejsze wydarzenia dowiodły, że w Nowym Orleanie mieliśmy widowisko, którego nietypowymi sytuacjami można by spokojnie obdzielić całe play-offy.

 

Pierwsza połowa należała stanowczo do Ravens. Właściwie trudno powiedzieć, by grali jakoś wybitnie. Nie przypominam sobie, by jakakolwiek ich akcja z pierwszej połowy sprawiła, że pomyślałem: "to są tegoroczni mistrzowie". To raczej proste błędy techniczne 49ers i żelazna konsekwencja ekipy z Baltimore sprawiły, że Ravens wyszli na wysokie prowadzenie.

49ers spisywali się całkiem nieźle w obronie. Co z tego, kiedy Flacco i spółka robili dokładnie to co trzeba, by zdobywać kolejne pierwsze próby i maszerować w stronę ich pola punktowego. Co z tego, że ofensywa 49ers skutecznie przesuwała piłkę, skoro dwa proste błędy techniczne spowodowały straty. Najpierw LaMichael James usiłował zrobić coś z niczego i zgubił piłkę walcząc o kolejne jardy, zamiast mocno przytrzymać ją oboma rękami. Potem Colinowi Kaepernickowi po prostu uciekła piłka i przerzucił Randy'ego Mossa, posyłając podanie prosto w  ręce obrońcy - Eda Reeda.

Jedyna akcja Ravens po której ręce składały się do oklasków, 56-jardowe przyłożenie Jacoby'ego Jonesa, też była raczej błędem obrony San Francisco, niż genialną akcją Ravens. Najpierw pozwolili Jonesowi uciec za plecy, choć cała liga wie, że Joe Flacco jest zabójczo skuteczny w długich podaniach, a następnie pozwolili mu się podnieść i właściwie nie niepokoili go podczas 9-jardowego biegu do pola punktowego. Choć trzeba przyznać, że Jones odwalił kawał dobrej roboty.

49ers byli przede wszystkim nieskuteczni. Dwukrotnie w pierwszej połowie zawędrowali na 10 jardów do pola punktowego rywali i dwukrotnie musieli zadowolić się field goalem. Dodatkowo zgubili piłkę na 25 jardzie rywali. Gdyby w przerwie wynik brzmiał 21:17, a nie 21:6, mielibyśmy zupełnie inny mecz.

Ciekawą decyzję podjął też John Harbough. W końcówce drugiej kwarty zaordynował pierwszy w historii Super Bowl udawany field goal. Kicker Ravens nie wykonał kopnięcia, tylko złapał piłkę i biegiem usiłował zdobyć pierwszą próbę. Poszło mu nawet nieźle, bo zdobył osiem jardów i mogłoby to być świetne zagranie. Ale nie w sytuacji 4&9, kiedy Ravens tracą piłkę. Gdyby do przejścia było 3-4 jardy decyzja trenera Ravens byłaby zrozumiała. Gdyby drużyna z Baltimore przegrała, Johna Harbaugh musiałby tłumaczyć się z tej decyzji przez najbliższe pół roku.

 

Tak więc mamy przerwę i 21:6 dla Ravens. W przerwie świetny show dała Beyonce. Nie jest to może mój typ muzyki, ale pod względem oprawy zaprezentowała najwyższy światowy poziom. Na pewno miłym akcentem było pojawienie się pozostałych 2/3 dawnego Destiny's Child i wspólne wykonanie mieszanki kilku starych piosenek grupy.

 

Jednak wróćmy do footballu. Fani, którzy zajęli miejsca na płycie podczas koncertu w przerwie nie zdążyli jeszcze dobrze zająć miejsc, a już Ravens prowadzili 28:6. Jacoby Jones po prostu złapał kickoff i pognał w stronę pola punktowego 49ers. 108 jardów i jednego wściekłego Harbaugha później miał na koncie drugi TD w tym meczu, stając się pierwszym w historii graczem, który w jednym Super Bowl zdobył przyłożenie w akcji powrotnej i podaniowej.

A potem zgasło światło.

Superdome na pół godziny pogrążyło się w ciemnościach. Padły światła, windy, prąd w sektorze dla dziennikarzy, nawet terminale kart kredytowych. Oczywiście od razu pojawiła się teoria, jakoby to Beyonce zużyła w swoim show cały prąd w Luizjanie :) Tak naprawdę zadziałały automatyczne systemy awaryjnego odłączania prądu, ale w chwili gdy pisze te słowa, sześć godzin po zakończeniu meczu, wciąż nie wiadomo co ten system uruchomiło.

 

Gdy po pół godzinie światło się pojawiło, na boisko wróciły dwie zupełnie inne drużyny. Zmotywowaniu 49ers zdobyli w cztery minuty 17 punktów i nagle zrobił nam się mecz, w którym można wyrównać w jednym posiadaniu piłki.

Na przełomie 3 i 4 kwarty Flacco i spółka zmontowali serię ofensywną jak w pierwszej połowie, spokojnie i konsekwentnie zmierzając ku polu punktowemu rywali. Jednak tym razem to defensywa 49ers stanęła na wysokości zadania, dwukrotnie obroniła sytuację, gdy piłka leżała 1 jard od ich pola punktowego i Ravens zakończyli serię 12 akcji jedynie field goalem.

Wówczas do akcji wkroczył Colin Kaepernick. Błyskawicznie poprowadził drużynę przez całe boisko i zaprezentował niewiarygodne przyspieszenie, zdobywając przyłożenie 15-jardowym biegiem. Przewaga Ravens zmniejszyła się do dwóch punktów i 49ers próbowali wyrównać dwupunktowym podwyższeniem, co moim zdaniem było dobrą decyzją, ale egzekucja okazała się fatalna i Ed Reed świetnie rozbił cała akcję.

Kolejna seria należała do reciverów Ravens. Najpierw Torey Smith w trudnej sytuacji w trzeciej próbie wymusił defensive pass interference, przedłużając serię Ravens, a potem Anquan Boldin wykonał nieprawdopodobnie trudny 15-jardowy chwyt przy 3&1, tym samym wprowadzając Ravens w zasięg skutecznego field goala. Obrona 49ers nie pozwoliła na przyłożenie, które rozstrzygnęłoby mecz, ale trzy punkty dla Ravens sprawiły, że 49ers potrzebowali przyłożenia.

Znów Kaepernick i spółka bez problemów przemaszerowali całe boisko, dotarli na siódmy jard przeciwnika i... odezwały się demony pierwszej połowy, gdy Ravens wreszcie przypomnieli sobie jak się gra w obronie. W kolejnych czterech próbach 49ers przeszli zaledwie dwa jardy i właściwie stracili szansę na zwycięstwo.

Czy Michael Crabtree był przytrzymywany w ostatniej akcji? Sędziowie nie popełniliby błędu, gdyby rzucili żółtą flagę. Piłka znalazłaby się wtedy na linii 1 jarda i 49ers mieliby cztery próby. Nie wyobrażam sobie, by w takiej sytuacji nie dali rady wejść do pola punktowego. Jednak trzeba też jasno powiedzieć, że to co widzimy w powtórkach na zwolnionym tempie nie jest tym, co widzą sędziowie. Ja też w normalnym tempie nie widziałem przewinienia. Kontaktu było dużo, ale często znacznie większe przewinienia uchodzą płazem. Tak naprawdę widać faul dopiero z jednego z ujęć kamery i to w zwolnionym tempie. Widać też, że tak naprawdę obaj gracze nie grali do końca czysto. Jakkolwiek nie cierpię Ravens i w tym meczu kibicowałem 49ers muszę powiedzieć, że nie mam do tej decyzji sędziów zastrzeżeń. Prędzej przyczepiłbym się do Jima Harbaugha, który zaordynował trzy akcje podaniowe z rzędu, choć wcześniej jego drużyna radziła sobie znacznie lepiej w akcjach biegowych.

Do tego chwilę później Ravens świadomie wzięli safety, tracąc co prawda dwa punkty, ale zużywając niemal cały czas na akcję. Zostały cztery sekundy. Nie było cudu i Ray Lewis może odejść w glorii mistrza NFL (choć akurat jego wkład w zwycięstwo był nieznaczny).

 

49ers będą jeszcze przez wiele lat mieli pretensję do sędziów o rzekome pass interference na Crabtreem. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że to nie ta jedna akcja zdecydowała o losach meczu. Winna była przede wszystkim nieskuteczność 49ers, którzy w czterech wycieczkach wewnątrz 10 jardowej linii Ravens uzbierali 13 punktów na 28 możliwych. Do tego proste indywidualne błędy. O stratach już pisałem. Z kolei reciverzy 49ers upuścili kilka trudnych piłek, które jednak można było złapać. Reciverzy Ravens byli w takich sytuacjach niemal bezbłędni.

MVP został Joe Flacco, który faktycznie zagrał wyśmienite spotkanie (22/33, 287 jardów, 3 TD, 0 strat), ale moim zdaniem bardziej zasłużył na ten tytuł Jacoby Jones. 233 jardy powrotne (rekord Super Bowl), 108 jardów powrotnych na TD (wyrównany rekord Super Bowl) i 56-jardowe złapane podanie na TD. Jeśli to nie jest mecz godny MVP, to jaki nim będzie? Na czerwoną kartkę zasłużyły special teams 49ers, choć Delaine Walker miał jedną nadzwyczaj efektowną akcję.

 

Na koniec muszę wrzucić kamyczek do naszego rodzimego ogródka, a konkretnie do ogródka Polsatu Sport. Przez cały czas oczekiwania na Super Bowl informowałem, że Polsat Sport w tym roku nie pokazuje tego meczu. Jeszcze na tydzień przed Super Bowl dokładnie w kilku miejscach sprawdzałem program tej stacji. Ani na Polsacie Sport, ani na Polsacie Sport Extra nie było zaplanowanych transmisji. Tymczasem wczoraj jeden z czytelników NAPISAŁ MI TAKIMI LITERAMI W KOMENTARZACH, że Polsat jednak mecz pokazuje. I miał rację. I tu moje pytanie do szefów stacji. Czy wykupiliście prawa do transmisji Super Bowl na tydzień przed meczem? Czy tak trudno zamieścić odpowiednią informację w programie TV? Czy dziwicie się słabej oglądalności, skoro nawet fani NFL szukający informacji o waszej transmisji nie mogą jej znaleźć?

 

Ciekawy sezon zwieńczyło naprawdę niezapomniane Super Bowl. niestety to koniec. Aż do września będziemy z utęsknieniem czekać na nowy sezon. Zaglądajcie jednak dalej na bloga, bo nie zamierzam zawiesić działalności. Co w najbliższym czasie?

- perspektywy na offseason dla Packers i Patriots

- najciekawsze ruchy na rynku free agents

- kwietniowy draft

- startująca 23 marca Polska Liga Footballu Amerykańskiego

- cykl wpisów przybliżający przepisy i taktyczne niuanse footballu w wydaniu NFL (poziom średniozaawansowany;)

 

Od kilku dni można się również dostać na bloga wpisując adres nflblog.pl. Tak więc wpisujcie go i do zobaczenia! Do nowego sezonu NFL już tylko siedem miesięcy ;)

niedziela, 03 lutego 2013

Drugi rok z rzędu wieczór przed Super Bowl to rozdanie najważniejszych nagród indywidualnych. Przynajmniej tych oficjalnych, na które głosuje 50 przedstawicieli Associated Press, bo wiele innych agencji, portali internetowych, stacji telewizyjnych etc. robi własne głosowanie. Jednak to te AP są uznawane przez ligę za oficjalne.

Po zakończeniu sezonu zasadniczego przygotowałem własne zestawienie i wygląda na to, że w kilku kategoriach się pomyliłem :)

 

MVP - Adrian Peterson (Minnesota Vikings)

Dawno nie było running backa, który tak zasługiwałby na nagrodę jak Peterson. 2097 jardów w sezonie to drugi wynik wszechczasów i to osiągnięty w erze, kiedy gra podaniowa dominuje, a większość drużyn używa wymiennie dwóch czy nawet trzech running backów.

 

Offensive Player of The Year - Adrian Peterson

 

Deffensive Player of the Year - J.J. Watt (Houston Texans)

Dawno nie było defensora w NFL, który potrafiłby tak kompletnie zdominować grę. Watt otrzymał 49 głosów na 50 możliwych. Po sezonie zasadniczym pisałem: "Watt został liderem NFL w kategorii sacków i pierwszym graczem w historii, który w jednym sezonie zgromadził co najmniej 20 sacków (20.5) i 15 wybronionych podań (16). Dla defensywnego liniowego ta druga statystyka jest wręcz niesamowita. Dla porównania CB Tim Jennings, tegoroczny lider przechwytów, ma na koncie zaledwie o pięć wybronionych podań więcej. Watt dołożył do tego 69 zatrzymań (tackles), z czego aż 23 zatrzymały gracza ataku na lub przed linią wznowienia akcji."

 

Offensive Rookie of the Year - Robert Griffin III (Washington Redskins)

W tym roku było przynajmniej pięciu debiutantów, którzy zasługiwali na tę nagrodę. Ja wybrałem Andrew Lucka, ze względu na to, że osiągną tak samo wiele ze słabszym zespołem. Jednak nie da się zaprzeczyć, że RG3 miał statystycznie lepszy sezon. Dla Lucka musi to być gorzkie doświadczenie, w zeszłym roku tak samo przegrał z RG3 Heismana.

 

Defensive Rookie of the Year - Luke Kuechly (Carolina Panthers)

W zeszłym roku Panthers mieli najlepszego debiutanta w ofensywie (Cama Newtona), w tym w defensywie. Kuechly objął kluczową w  obronie 4-3 funkcję środkowego linebackera i wywiązał się z niej bez zarzutu.

 

Coach of the Year - Bruce Arians (Indianapolis Colts)

Zastąpił w trakcie sezonu chorego na białaczkę Chucka Pagano i nim ten wrócił w 17 kolejce, zdołał wypracować bilans 9-3 z zespołem, który w całym zeszłym sezonie wygrał dwa mecze. Co ciekawe drugi w głosowaniu był... Pagano. W nowym sezonie Arians poprowadzi Arizona Cardinals.

 

Comeback Player of the Year - Payton Manning (Denver Broncos)

Manning wrócił po roku przerwy spowodowanej kolejnymi operacjami nerwów szyi i zanotował fantastyczny sezon. Jednak dla tego rozgrywającego to tylko nagroda pocieszenia, po tym jak przegrał MVP i Offensive Player of the Year z Petersonem.

 

Na marginesie warto zauważyć, że nikt z nagrodzonych nie dotarł nawet do finałów konferencji.

sobota, 02 lutego 2013

Jeszcze do niedawna ofensywy wszystkich klubów NFL były do siebie niezmiernie podobne. Określano to jako "pro-style offense", która zaczęła również przeciekać niżej, na poziom uczelniany. Wyróżniała się ogromnym skomplikowaniem, które miało na celu zamaskowanie intencji drużyny i obejmowało całą masę manewrów przed snapem i dziwnych ustawień formacji. Jednak kiedy piłka znajdowała się w grze, rozgrywający albo wręczał ją running backowi albo robił kilka kroków w tył i posyłał podanie (oczywiście celowo upraszczam).

Już w zeszłym roku niektóre drużyny zaczęły stosować elementy szeroko używanej w szkołach średnich i na uczelniach ofensywy typu "zone read" zwanej też "read option". Na czym ona polega i czym różni się od klasycznej?

W typowej pro-syle offense akcja jest od początku do końca dokładnie zaplanowana. Owszem, zdarza się, że rozgrywający musi improwizować, jeśli obrońcy rywala przedrą się przez linię ofensywną albo wszyscy jego reciverzy (w akcji podaniowej) są dokładnie kryci. Jednak jeśli akcja ma być biegowa, to wręcza po prostu piłkę odpowiedniemu running backowi i odbiega jak najdalej, by nie doznać przypadkowej kontuzji.

Tymczasem ofensywa zone read (a właściwie akcja typu zone read) zaczyna się od rozgrywającego, który wręcza piłkę running backowi, ale nie puszcza jej, tylko czyta obronę. Jeśli defensive end ruszy ku niemu, oddaje piłkę koledze, jeśli obrońca zaatakuje running backa, wyciąga piłkę i biegnie sam. Prawidłowo rozegrana pozwala pozbyć się jednego obrońcy i stwarza przewagę na linii wznowienia akcji. Dodatkowo w 49ers akcję czyta często fullback, czyli potężny zawodnik odpowiedzialny za blokowanie dla running backa i w zależności od zachowań obrony blokuje odpowiedniego zawodnika. Podstawowa zasada akcji tego typu przedstawiona jest na filmiku poniżej, choć dokładny schemat może się różnić od przedstawionego (w przykładzie użyta jest ofensywa Uniwersytetu Michigan).

 

NFL odeszła od tych akcji wiele lat temu, choć pozostał to jeden z podstawowych sposobów gry na poziomie szkolnym i uniwersyteckim. Dopiero w zeszłym roku pewne elementy "opcji" zaczęli stosować Denver Broncos i Carolina Panthers, którzy na rozegraniu mieli mistrzów takich akcji z okresu gdy grali w NCAA: Tima Tebow i Cama Newtona. Jednak nawet oni starali się dostosować do panującego w NFL trendu na rozgrywających, którzy starają się pozostawać w "kieszeni" czyli przestrzeni otoczonej przez linię ofensywną.

Zone read przeżyło swój renesans w tym roku, głównie za sprawą dwóch drużyn: Washington Redskins i San Francisco 49ers. Ci pierwsi przebudowali ofensywę, która świetnie spisuje się pod wodzą rozgrywającego Roberta Griffina III i współpracującego z nim RB Alfreda Morrisa. Obaj byli debiutantami i świetnie pamiętali zone read jeszcze ze swojego poprzedniego sezonu spędzonego w NCAA. Dzięki temu Morris był na drugim miejscu w NFL pod względem jardów biegowych, a RG3 był najskuteczniej biegającym rozgrywającym i pobił rekord jardów biegowych rozgrywającego debiutanta należący do Cama Newtona. Defensywy po prostu gubiły się w starciu z nietypową jak na NFL akcją.

Z kolei 49ers przeszli do zone read po zmianie quarterbacka w połowie sezonu, kiedy to Alexa Smitha zastąpił Colin Kaepernick. Dołożyli do tego jeszcze formację Pistol, o czym za moment. Kaepernick współpracuje z Frankiem Gorem oraz LaMichaelem Jamesem, który grał zone read jeszcze w zeszłym sezonie na Uniwersytecie Oregon u Chipa Kelly'ego, który od przyszłego sezonu poprowadzi Philadelphia Eagles.

49ers grali zone read kilkakrotnie w sezonie zasadniczym, ale prawdziwą  siłę akcja ta pokazała w play-offach. Green Bay Packers z uporem maniaka atakowali Franka Gore'a, więc Kaepernick zaliczył na nich 181 jardów biegiem. Z kolei w kolejnej rundzie Atlanata Falcons z równym uporem atakowali Kaepernicka. W efekcie Gore i James zdobyli w sumie trzy przyłożenia.

Co przeciwko zone read mogą zrobić Ravens? Klasycznym sposobem obrony jest przesunięcie jednego z dwóch safety (odpowiedników stopera w piłce nożnej) w okolice linii wznowienia akcji, co niweluje przewagę liczebną ofensywy. Jednak obciąża to ogromnie cornerbacków, którzy w razie przegrania pojedynku z reciverem mogą liczyć na pomoc tylko jednego safety. Najprawdopodobniej tak będą grali Ravens, przesuwając Bernarda Pollarda do pomocy przeciwko biegowi i pozostawiając samotnego Eda Reeda do pomocy przy podaniach. Czy jednak ich cornerbackowie wytrzymają pojedynki z Randym Mossem i Michaelem Crabtree?

 

Można zapytać czemu ten system był (i wciąż jest) tak mało popularny w NFL, skoro jest tak skuteczny? Powodów jest kilka.

1. Do tego typu akcji trzeba mieć odpowiednich ludzi. Wyobrażacie sobie Toma Brady'ego w zone read? No właśnie. Rozgrywający musi być odpowiednio mobilny, a jednocześnie grozić podaniem, bo jak pokazał przypadek Tima Tebow samo zone read to za mało na lepsze niż na poziomie NCAA defensywy NFL.

2. Defensywy NFL są szybsze i mądrzejsze. Oznacza to, że nie można oprzeć ofensywy całkowicie na zone read, bo zmienią odpowiednio ustawienie. Trzeba również eksplorować podanie, a najlepiej podający rozgrywający rzadko są tymi najbardziej sprawnymi.

3. Co najważniejsze, NFL to ogromne pieniądze. A gra biegowa to dla rozgrywającego ogromne ryzyko kontuzji, bo gdy staje się biegaczem nie chronią go specjalne przepisy, ograniczające kontakt z rozgrywającym. Na poziomie uczelnianym czy szkolnym nie jest to takim problemem, bo w składzie można mieć nawet setkę graczy, a dodatkowo nawet jeśli QB jest twoją największą gwiazdą, to jego kontuzja robi ci krzywdę tylko pod względem sportowym, ale nie finansowym. Tymczasem w NFL można mieć w składzie tylko 53 graczy, a najlepiej opłacani rozgrywający pożerają ponad 15% salary cap drużyny. Nie można narażać na kontuzje faceta, od którego zależą losy drużyny, którego nie bardzo jest na co wymienić i który pożera niemal 1/6 twojego budżetu na płace dla graczy. Te pieniądze po prostu muszą grać, a nie siedzieć w gipsie na ławce. Niezliczone drużyny w NFL przekonały się jak ciężko znaleźć następcę dla kontuzjowanego QB, więc wolą nie ryzykować. A jak poważne jest to ryzyko świadczy pasmo tegorocznych urazów RG3, które stawiają pod znakiem zapytania jego powrót na początek przyszłego sezonu.

4. Co wiąże się z poprzednim punktem, nawet jeśli rozgrywający nie odniesie ciężkiej, wykluczającej go z gry kontuzji, duża ilość ciosów, które przyjmuje sprawia, że "zużywa się" szybciej. Innymi słowy skracają jego karierę i ograniczają jego ruchliwość w późniejszych latach. Dobry rozgrywający to fundament drużyny na lata, którego nie można lekkomyślnie kruszyć, bo, jak pokazali choćby Kansas City Chiefs, Jacksonville Jaguars czy Arizona Cardinals, znalezienie nowego to nie taka prosta sprawa. Na uczelni czy w szkole nikt się tym tak bardzo nie przejmuje, bo młody organizm szybciej się regeneruje, a poza tym dany gracz i tak nie spędzi w drużynie więcej niż czterech lat.

 

Czy zone read ma przyszłość w NFL? To się okaże. Do ligi przyszło kilku trenerów mających doświadczenie w tego typu ofensywie, eksperymentowali z nią Seattle Seahawks. Myślę, że stanie się ona elementem krajobrazu ligowego, zwłaszcza tam, gdzie grają młodzi, wciąż nabierający doświadczenia rozgrywający, ale go nie zdominuje.

 

Przejdźmy zatem do formacji Pistol. Cóż to za zwierz? Jest to formacja używana od niedawna, bo od 2004 r. na poziomie uniwersyteckim. Jest to wariacja na temat formacji shotgun. Aby przedstawić różnicę, omówię pokrótce dwie klasyczne formacje. Uwaga, na potrzeby tego wpisu za formację uważam ustawienie względem siebie linii ofensywnej, rozgrywającego i running backów, pomijając różnice w ustawieniu tight endów i reciverów.

Pierwszą z klasycznych formacji jest to ustawienie under center, z rozgrywającym ustawionym tuż za centrem (graczem linii ofensywnej wykonującym snap) i running backiem (z ewentualnym fullbackiem) kilka jardów za rozgrywającym. W tej formacji łatwiej uruchomić akcję biegową, zagrać play action (akcja podaniowa udająca akcję biegową), a rozgrywający jest na linii wznowienia akcji, więc łatwiej mu rozpoznać jak będzie grała linia defensywna i linebackerzy. Przykładowa formacja under center wygląda tak:

W formacji shotgun rozgrywający ustawiony jest kilka jardów za linią wznowienia akcji, a running back obok niego (czasami w ogóle go nie ma). Ustawienie takie daje większe możliwości manewru linii ofensywnej (która może się cofnąć, nie utrudniając życia swojemu QB) oraz quarterbackowi (do którego później docierają obrońcy rywala). Wadą jest mniejszy wachlarz możliwych akcji biegowych (pozwala obronie zgadywać z dużym prawdopodobieństwem, że zaraz nastąpi podanie) i większe ryzyko zgubienia snapu, ze względu na większą odległość między centrem i rozgrywającym. Przykładowe ustawienie shotgun wygląda tak:

Pistol jest czymś pomiędzy. Rozgrywający ustawia się kilka jardów za centrem, choć bliżej niż w shotgunie, a running back staje tuż za nim. Ułatwia to rozgrywającemu odczytywanie obrony, bo jest blisko linii wznowienia akcji, przyspiesza snap i akcje biegowe, które rozpoczynają się bliżej linii wznowienia akcji, ale jednocześnie mocno ogranicza skuteczność play action. Jest skuteczne przede wszystkim dlatego, że inne odległości skutkują odmiennym timingiem, co zaburza rytm gry obrony. Ustawienie Pistol może wyglądać tak:

czwartek, 31 stycznia 2013

Do Super Bowl coraz mniej czasu. Już w niedzielę na stadion w Nowym Orleanie wybiegną San Francisco 49ers i Baltimore Ravens. Zapraszam na analizę silnych i słabych stron obu drużyn na poszczególnych pozycjach.

 

OFENSYWA

Quarterback

49ers: Colin Kaepernick to jedna z największych sensacji tego sezonu. To niezmiernie dynamiczny gracz, który potrafi odmienić losy mecz zarówno akcjami biegowymi jak podaniowymi. Jest zabójczy w akcjach typu „read option”. W divisional round przeciwko Packers przebiegł 181 jardów, co jest rekordem NFL dla rozgrywającego. Nie bez znaczenia jest również fakt, że ma doświadczonego i wypróbowanego zmiennika w osobie Alexa Smitha, więc jego kontuzja nie oznacza końca szans 49ers.

Ravens: Joe Flacco ma za sobą fantastyczne play-offy, w których okazał się lepszy kolejno od Andrew Lucka, Paytona Manninga i Toma Brady’ego.  Jego atutem będzie bez wątpienia dużo większe doświadczenie. Ma za sobą pięć sezonów, w każdym awansował do play-offów. Żaden QB nie wygrał tylu wyjazdowych meczów w play-offach, ale mam wrażenie, że gdyby potrafił ustabilizować formę, nie musiałby grać tak często na wyjeździe.

Przewaga: Ravens, Flacco jest naprawdę w gazie w tym miesiącu

 

Running Backowie

49ers: Frank Gore to bardzo dobry, silny biegacz, niebezpieczny zwłaszcza w okolicach pola punktowego rywali. Świetnie spisuje się w akcjach typu „read option” i ustawieniu pistol, które preferują 49ers. Niestety nie jest zbyt dużym zagrożeniem w grze podaniowej. Jego zmiennik LaMichael James pojawia się na boisku rzadko, ale jest w stanie wyrywać duże ilości jardów w jednej akcji.

Ravens: Ray Rice należy do najlepszych running backów w lidze. Jest też jednym z najbardziej wszechstronnych. W sezonie zasadniczym złapał 61 podań na 478 jardów. Nawet jeśli ma słabszy dzień, absorbuje obronę na tyle, że Flacco może posyłać swoje ulubione długie podania za plecy defensive backów rywala. Ma też solidnego zmiennika w postaci Bernarda Pierce’a i jednego z najlepszych fullbacków w lidze, Vonte Leacha.

Przewaga: Ravens

 

Wide Reciverzy:

49ers: Drużyna mocno ucierpiała, gdy zabrakło Mario Manninghama, przede wszystkim dlatego, że absolutnie nie może pozwolić sobie na kolejne urazy na tej pozycji. Michael Crabtree odżył po zmianie quarterbacka i jest niezwykle groźną bronią w ataku. Randy Moss ma ogromne doświadczenie i wciąż niezłą motorykę jak na swoje lata. Jednak poza tą dwójką trudno znaleźć jakiekolwiek zagrożenie na tej pozycji. A.J. Jennkins nie złapał w tym sezonie żadnego podania, a Ted Ginn to specjalista od akcji powrotnych, jako WR złapał w sezonie zasadniczym i play-offach w sumie 3 podania na 4 jardy.

Ravens: Anquan Boldin i Torrey Smith w sumie złapali w  tych play-offach podania na niemal 500 jardów i 5 TD. Stanowią obecnie jeden z najgroźniejszych duetów na tej pozycji w lidze. Z kolei w osobie Jacoby’ego Jonesa Ravens mają wartościową opcję nr 3 na tej pozycji.

Przewaga: Ravens

 

Tight End:

49ers: Vernon Davis to jeden z pięciu czołowych graczy w lidze na tej pozycji. W sezonie zasadniczym Kaepernick nieco mniej go eksploatował, ale w play-offach wrócił do łask. Jest zawodnikiem niezmiernie trudnym do upilnowania, za szybkim dla linebackerów, za silnym dla secondary. Nieźle spisuje się również jako bloker. Delanie Walker daje solidne wsparcie z ławki.

Ravens: Ed Dickson to gracz spisujący się lepiej jako wsparcie dla linii ofensywnej, Dennis Pitta jako reciver. Żaden z nich nie ma jednak wszechstronności Davisa.

Przewaga: 49ers

 

Linia ofensywna:

49ers: To doświadczona grupa, w skład której wchodzi dwóch Pro Bowlerów, wybranych też do All-Pro. Według Football Outsiders to najlepsza linia ofensywna w lidze jeśli chodzi o blokowanie dla biegaczy, choć dość słaba w ochronie podającego. Jednak przy stylu gry Colina Kaepernicka utrzymanie klasycznej kieszeni jest znacznie mniej istotne.

Ravens: Według Football Outsiders lokują się w czołówce jeśli chodzi o blokowanie dla akcji biegowych i w środku stawki w ochronie rozgrywającego. Jednak jest to grupa , która przeszła w sezonie liczne zmiany. W play-offach jak na razie trzymają się nieźle, ale czy nie wyjdzie brak zgrania?

Przewaga: 49ers

 

DEFENSYWA

Linia obrony:

49ers: Jeszcze niedawno była to jedna z bardziej dominujących linii w lidze. Jednak od czasu kontuzji Justin Smith jest tylko cieniem samego siebie, a jego koledzy bez niego popadli w przeciętność.

Ravens: Haloi Ngata jest liderem tej formacji, która jednak nie spisuje się tak skutecznie jak w zeszłym roku. Mają zwłaszcza problemy w powstrzymywaniu gry biegowej, co w systemie 3-4, którym grają Ravens, jest podstawowym zadaniem linii defensywnej.

Przewaga: Brak

 

Linebackerzy:

49ers: Patrick Willis i NaVarro Bowman to najlepszy w lidze duet środkowych linebackerów. Aldon Smith przez większość sezonu był królem sacków, ale od czasu urazu Justina Smitha skupia się na nim cała uwaga linii ofensywnej rywala i Aldon jest praktycznie niewidoczny. Mimo to cały korpus linebackerów wygląda więcej niż solidnie.

Ravens: Dwa słowa. Ray Lewis. Terell Suggs w zeszłym roku zdobył tytuł dla najlepszego gracza obrony w lidze, ale po kontuzji ścięgna Achillesa nie wrócił jeszcze do formy.

Przewaga: 49ers

 

Cornerbackowie:

49ers: Żaden z cornerbacków z San Francisco nie jest gwiazdą, ale tworzą solidną grupę odpowiedzialną za jedną z najlepszych defensyw podaniowych w lidze.

Ravens: Od czasu kontuzji Lardariusa Webba Ravens nie mają solidnego cornerbacka. Defensywa podaniowa sytuuje się w okolicach środka ligi, ale dużo w tym zasługi duetu safety.

Przewaga: 49ers

 

Safety:

49ers: Dashon Goldson został wybrany w tym roku do pierwszej drużyny All-Pro. Jego partner, Donte Whitner, nie jest tak rozpoznawalny, ale to doświadczony, solidny gracz.

Ravens: Ed Reed uznawany jest za najlepszego gracza na tej pozycji, ale ma za sobą nieco słabszy sezon. Razem z  Bernardem Pollardem tworzą jeden z najbardziej agresywnych duetów, odpowiedzialny za wiele bolesnych zatrzymań. I dość często karany przez władze ligi za zbyt agresywną grę.

Przewaga: Brak

 

SPECIAL TEAMS

49ers: Dość przeciętna grupa, wyróżniająca się świetnymi puntami i katastrofalnym kickerem.

Ravens: Jedne z najlepszych special teams w lidze, ale ciągnie się za nimi fatalny występ przeciw Denver Broncos, gdy pozwolili rywalowi na dwa powroty na TD, jeden po kick-offie, drugi po puncie.

Przewaga: Ravens

 

SZTAB TRENERSKI:

49ers: Może słyszeliście już, że trenerami będą dwaj bracia? :) Jim Harbaugh odpowiada za niesamowitą metamorfozę San Francisco 49ers przed poprzednim sezonem oraz nie mniej zdumiewającą metamorfozę Uniwersytetu Stanforda kilka lat wcześniej. Trzon jego sztabu trenerskiego pracuje z nim przez dwa lata i ta stabilizacja jest dużym atutem 49ers.

Ravens: John Harbaugh zbudował w  Ravens drużynę o solidnych fundamentach, która rok w rok gra w play-offach, a biorąc pod uwagę, że średnio z roku na rok wymienia się połowa drużyn grających w play-off to niemałe osiągnięcie. Jednak do tej pory nie udało im się nawet wygrać AFC. W swoim sztabie zmienił w trakcie sezonu koordynatora ofensywy, ale wyszło to Ravens na dobre.

Przewaga: Brak

 

PODSUMOWANIE

Na czterech pozycjach lepsi są 49ers, na czterech Ravens, na trzech mamy równowagę. Nie ukrywam, że oczekuję wyrównanego spotkania. Mimo wszystko wydaje mi się, że defensywa 49ers ma nad swoimi odpowiednikami z Ravens większą przewagę niż ofensywa Baltimore nad ofensywą San Francisco.

Kluczem będzie powstrzymanie przez Ravens akcji „read option”. Mieli dwa tygodnie na przygotowanie i taśmy z dwóch meczy, w których te akcje były rozgrywane na oba sposoby. Jeśli zdołają zmusić Kaepernicka do pozostania w kieszeni i ograniczyć Franka Gore’a, to Joe Flacco i Ray Rice powinni dotrzeć w pole punktowe rywala wystarczającą ilość razy, by zdobyć mistrzostwo. Jednak po stronie Ravens niespecjalnie widzę kandydatów na taki wyczyn.

Mój typ: 20:17 dla 49ers

środa, 30 stycznia 2013

Tak jak obiecałem wczoraj wracamy do sportu :) Na początek storylines. To całkiem poręczne angielskie słowo nie ma niestety polskiego odpowiednika.  Historie, wątki, tematy? Żadne z nich nie oddaje najlepiej sensu tego, co na użytek niniejszego tekstu zdefiniujmy jako „temat tak często wałkowany przez media, że wszyscy Amerykanie mają serdecznie dość”. Niemniej jednak w Polsce mogliście o niektórych rzeczach nie słyszeć.

 

1. Harbaugh Bowl

Jak już wspominałem, niedzielny finał będzie pierwszym w historii, w którym po przeciwnych stronach staną bracia w roli szefów sztabów trenerskich. Starszy o 15 miesięcy John prowadzi Baltimore Ravens już piąty sezon. W każdym z nich awansował do play-offów, ale do Super Bowl dotarł po raz pierwszy. Sam zakończył karierę zawodniczą na uczelni, a potem wytrwale piął się w górę drabiny trenerskiej, by przez posady asystentów w NCAA, a  potem w NFL dotrzeć do upragnionego stanowiska głównego trenera.

Kariera młodszego o Jima rozwijała się inaczej. Spędził 14 sezonów jako quarterback w NFL. W sumie by dość przeciętnym zawodnikiem, choć wyróżnił się w 1995 r., gdy jego Indianapolis Colts przegrali dopiero w finale AFC z Pittsburgh Steelers, a Harbaugh zajął drugie miejsce w głosowaniu na MVP sezonu zasadniczego, jedynie za Brettem Favrem z Green Bay Packers. Następnie Jim pracował jako trener w NCAA (z roczną przerwą na pracę w Oakland Riders w charakterze trenera rozgrywających). Wybił się jako trener Uniwersytetu Stanforda, gdzie wypromował Andrew Lucka, obecnego rozgrywającego Colts. Trenerem San Francisco 49ers został przed poprzednim sezonem i zmienił drużynę, która od lat nie potrafiła nawiązać do mistrzowskiej dynastii z lat 80-tych, w ekipę, która była o włos od awansu do Super Bowl. W tym roku mu się udało.

Za lepszego trenera uważany jest Jim, który w zadziwiający sposób odmienił 49ers, uratował karierę Alexa Smitha, a następnie podjął odważną decyzję, by w połowie sezonu wymienić Smitha na młodego i niepewnego Colina Kaepernicka. Jeśli wygra Super Bowl stanie się kandydatem do panteonu tych największych, razem z Billem Walshem, Tomem Coughlinem czy Bilem Belichickiem. Jednak John ma za sobą ogromne doświadczenie i znacznie bardziej doświadczony zespół. Tak czy inaczej rodzina Harbaugh wygra w niedzielę swój pierwszy Super Bowl.

 

2. Ostatnie szarża Raya Lewisa

Rayowi Lewisowi na pewno poświęcę na blog osobny wpis, gdy zakończy się jego ostatni mecz. Przed play-offami zapowiedział, że to jego ostatnia seria. Przed meczami z Broncos i Patriots odsyłałem go na emeryturę (zresztą nie tylko ja), tymczasem on nic sobie z tego nie robi. Przez 17 lat był twarzą Ravens, wybrano go w pierwszym drafcie po przeprowadzce klubu z Cleveland do Baltimore i od tej pory jest jej liderem.

Na boisku to absolutny wzór, zarówno pod względem sportowym, jak i charakterologicznym, ale poza boiskiem nie było już tak wesoło. Lewis ma szóstkę dzieci z czterema kobietami i był zamieszany w sprawę zasztyletowania dwóch młodych ludzi w Atlancie. Co prawda dostał tylko wyrok w zawieszeniu za utrudnianie śledztwa, ale wątpliwości pozostały.

Nie ulega wątpliwości, że Lewis ma wielkie serce do gry. Mimo słabszej niż kiedyś motoryki wciąż jest ważnym ogniwem mistrzów AFC. Sam mówił, że marzy, by odejść w glorii mistrza NFL. Ale najpierw musi pokonać 49ers.

 

3. Struś Pędziwiatr kontra Kulomiot

Obaj rozgrywający będą walczyli w tym meczu o uznanie. Joe Flacco do tej pory traktowany był jako solidny rozgrywający, ale nic ponad to. Sam kilkukrotnie powtarzałem tę opinię. W tym sezonie pokazał jednak, że drużyna może na niego liczyć, kiedy tego potrzebuje. Wciąż można mu zarzucić, że kiedy idzie dobrze należy do najwybitniejszych, ale kiedy idzie źle to pogrąża cała drużynę, ale wygląda na to, że chwilowo jest w trakcie dobrej serii. Jego znakiem firmowym stały się niesamowite dalekie podania.

Colin Kaepernick jest już traktowany jako jeden z najzdolniejszych graczy młodego pokolenia. Jeśli wygra w niedzielę stanie się pierwszym z nadzwyczaj utalentowanej gromadki rozgrywających wziętych w draftach 2011 i 2012, który zdobędzie mistrzostwo. Słynie z niesamowitych zdolności atletycznych i efektownych akcji biegowych.

Co ciekawe w finałach konferencji obaj pokazali, że potrafią wygrać mecz, jeśli przeciwnik odbiera im największy atut. Patriots bronili się przed długimi podaniami, Flacco skarcił ich krótki i średnimi. Falcons zrobili co w ich mocy, by utrzymać Kaepernicka w kieszeni, więc ten pobił ich grą podaniową niczym klasyczny pocket passer w typie Toma Brady’ego.

 

4. Dwie najlepsze defensywy?

Oba zespoły preferują podobny styl gry, oparty na twardej obronie i dużej ilości akcji biegowych. Oba mają w swoich składach fenomenalnych defensorów. Dla obrony Ravens to ostatnia szansa by zabłysnąć. Jej liderzy się starzeją i choć w ostatniej dekadzie byli najlepszą defensywą w lidze, to jednak ten sezon mają nieco słabszy. Z kolei 49ers to młoda, dynamiczna defensywa, której jednak czasem brakuje cwaniactwa i doświadczenia zespołu z Baltimore.

O Lewisie już wspominałem. Jednak może to być też ostatni mecz w barwach Ravens dla Eda Reeda. Jeden z najlepszych safety w historii jest po prostu za drogi, by Ravens mogli pozwolić sobie na zatrzymanie go. W lidze mówi się, że po sezonie może podpisać kontrakt z Patriots (tak, proszę!). Reed i Lewis przez ostatnią dekadę zatrzymali wiele ofensyw. Czy wzbiją się na wyżyny po raz ostatni?

San Francisco mają wszelkie podstawy mniemać, że dla tej dekady będą tym, czym Ravens byli dla ubiegłej. Jednak aby przejąć w pełni pałeczkę, muszą pokonać odchodzącego mistrza. Czy jest coś bardziej hollywoodzkiego?

 

5. Randy Moss

Ten facet to jeden z najlepszych reciverów w historii ligi. Sam uważa, że jest najlepszy (Jerry Rice pokłada się ze śmiechu). Przy okazji ma charakterek, który niewątpliwie utrudnił mu karierę i sprawił, że nie pokazał pełni swoich możliwości. Super Bowl będzie dla niego okazją, chyba ostatnią, na pierwszy w życiu tytuł. Był członkiem słynnej drużyny Patriots, która w 2007 r. wygrała wszystkie mecze w sezonie, by w końcu ulec w Super Bowl New York Giants. Moss złapał w nim podanie na TD, ale to nie wystarczyło.

Moss jest posiadaczem wielu rekordów, trzecim na liście największej ilości jardów złapanych podań i drugim pod względem złapanych podań na TD. Ale wciąż nie ma upragnionego pierścienia.

 

Zapraszam jutro na porównanie obu drużyn na poszczególnych pozycjach.

wtorek, 29 stycznia 2013

W zeszłym tygodniu na blogu było cicho, bo właściwie nic godnego uwagi się nie działo. Pro Bowl było minęło, podobno tym razem zawodnicy udawali, że się starają :)

Już w niedzielę Super Bowl, dzień na który każdy fan footballu czeka z niecierpliwością cały rok. Otrząśnięcie się po porażce Patriots w finale AFC trochę mi zabrało, ale w tym tygodniu ruszam z cyklem wpisów poświęconych finałowej konfrontacji.

Na początek wpis, który nic nowego nie powie starym wygom od lat śledzącym rozgrywki, jednak postanowiłem zebrać najważniejsze informacje dla kibiców, którzy nie interesują się na co dzień NFL.

 

1. Co to jest Super Bowl?

Super Bowl to od 1970 r. finał ligi NFL, najlepszej na świecie ligi footballu amerykańskiego. Grają w niej najlepsi przedstawiciele konferencji NFC oraz AFC. Pierwszym Super Bowl był jednak mecz rozgrany w 1967 r., który miał ustalić, która z dwóch rywalizujących lig zawodowego footballu jest lepsza – NFL czy AFL. W 1970 r. obie ligi połączyły się, formując dwie osobne konferencje.

Super Bowl to najbardziej wartościowy pod względem finansowym pojedynczy mecz w światowym sporcie i kwintesencja najlepszego co ma football do zaoferowania.

 

2. Kto zagra w tegorocznym Super Bowl?

Mistrzowie AFC Baltimore Ravens, największa sensacja tegorocznych play-off oraz mistrzowie NFC San Francisco 49ers.

 

3. Kiedy będzie Super Bowl?

W niedzielę, 3 lutego o godzinie 18.00 czasu nowojorskiego czyli o północy naszego czasu. W lewej kolumnie bloga znajduje się specjalny zegar odliczający czas do tego wydarzenia.

 

4. Gdzie można obejrzeć transmisję Super Bowl?

Niestety w telewizji pokazywać to będzie tylko ESPN America, dostępna na niektórych platformach satelitarnych i kablowych. W przeciwieństwie do ubiegłego roku nie będzie go pokazywać Polsat Sport. Można też obejrzeć w internecie, po więcej szczegółów zapraszam do mojego poradnika Jak i gdzie oglądać NFL w Polsce.

 

5. Czy poza footballem będzie coś ciekawego?

Niestety tak. Piszę niestety, bo zawsze wkurzało mnie dodawanie masy innych wydarzeń do święta sportowego jakim jest Super Bowl. Przez to mecz trwa znacznie dłużej niż typowe spotkanie footballowe, które i tak z typowym dla Amerykanów zmysłem do zarabiania pieniędzy przerywane jest często blokami reklamowymi.

Jednak zrozumiałe jest, że organizatorzy wydarzenia, które ogląda cała Ameryka przygotowują też coś dla tych, którzy sportem interesują się mniej. Kibice mogą telewizor włączyć spokojnie pół godziny po rozpoczęciu transmisji. Wcześniej będzie całe mnóstwo gadających głów, przemówienia, myśliwce US Air Force nad stadionem i Alicia Keys śpiewająca hymn USA.

Z kolei w przerwie wystąpi Beyonce. Na szczęście niczego bardziej żenującego od show, który dwa lata temu dali Black Eyed Peas nie zaprezentuje.

 

6. Co jest specjalnego w reklamach podczas Super Bowl?

Przede wszystkim są najdroższe na świecie. 30 sekund kosztuje przeszło milion dolarów.

Po drugie marketingowcy z całych Stanów w napięciu czekają na ten wieczór. Wówczas firmy pokazują najlepsze reklamy, które często przechodzą do legendy. Telewidzowie w napięciu oglądają bloki reklamowe, a potem jak grzyby po deszczu powstają rankingi najlepszych reklam podczas Super Bowl.

A wszystko zaczęło się od tej reklamy Apple’a niemal 30 lat temu:

 

Zapraszam na mojego bloga w tym tygodniu. Obiecuję, że kolejne wpisy skupią się już tylko na sporcie.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10